Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Brazylia 8-27.03.2015

Salwador tuż tuż

18-03-2015

Koniec naszego pobytu w dżungli, czas na dalszą podróż. Najpierw jednak przepływamy do Manaus, gdzie mamy trochę czasu by zwiedzić miasto.

Oczywiście, Ci którzy znają to miasto, wiedzą, że nie ma ono prawie nic za zaoferowania turystom, my jednak znajdujemy pływający port wymyślony przez Polaków, potem zaglądamy na ciekawy targ z bananami i innymi owocami tropikalnymi, nawet próbujemy sapote i cupuacu, a potem docieramy do hali z rybami. Są piranie, pirarucu, ryby tygrysie, ryby pawie oka, i wiele innych nam nie znanych.

Na koniec spory targ z rękodziełem, i to indiańskim. Znajdujemy koraliki, malowane maski, koszulki z Amazonią, obkupieni przejeżdżamy do Teatro Amazonas – obiektu z pewnością zasługującego na zwiedzanie. Piękny od lat dominuje nad miastem i zachwyca bogatym wnętrzem stylizowanym na budynkach europejskich.

Mamy okazję by zobaczyć go od środka móc podziwiać wielkie żyrandole, potężne żelazne klatki schodowe.

Wreszcie zanim pojedziemy na lotnisko zahaczamy o churrascarię lokalną, jesteśmy już specami od mięsiw różnorakich. Każdy z nas ma swoje ulubione kąski.

Zajadamy się, popijamy soki naturalne, i syci zarówno wrażeń jak i potraw lokalnych ruszamy na lotnisko. Tu jak nigdzie dotąd bardzo sprawna odprawa i czekając na samolot dokonujemy ciekawych zakupów.

My panie stajemy się natchnieniem kiedy zatrzymujemy się przy stoisku z koszulkami. Pani sprzedawczyni jest przeszczęśliwa kiedy wyjmuje i sprzedaje kolejne koszulki. Ale prawdziwym hitem stają się koszulki z napisem Amazonas w kolorze od różowego po koralowy – w zależności od interpretacji, które sprawiają sobie nasi Panowie Czterej. Wyglądają nieziemsko, przyciągają wzrok nie tylko nas ale i innych osób na lotnisku.

Zupełnie przez przypadek siedzą jeden za drugim w samolocie co też wygląda niesamowicie.

Czas na pierwszy lot, mija szybko, choć pokonujemy coraz to większe odległości. Mecz na ekranach, książki, trochę podsypiamy. Przesiadka w Belo Horizonte, oczywiście nie marnujemy czasu. Znowu bardzo podobna sytuacja, tylko jeden sklepik na lotnisku tym razem z butami, i akurat dość czasu by przyjrzeć się im z bliska a nawet zakupić kilka par.

Tym szybciej mija godzinka zarezerwowana na przesiadkę.

Docieramy do Salwadoru bardzo późno, ale jeszcze przed północą jesteśmy w hotelu. Za wiele nie widać z tarasu gdzie jeszcze w oczekiwaniu na klucze sączymy caipirinhę. Za to słychać i czuć morze.

Jutro całe przedpołudnie zarezerwowane na odpoczynek.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: