Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Japonia 12-23.04.2015

Kioto i pożegnanie Midori

21-04-2015

Ostatni dzień z naszą przewodniczką pełen wrażeń. Zaczęliśmy od wizyty w 2 świątyniach buddyjskich, w których szczególną uwagę przykuły japońskie ogrody projektowane według filozofii zen. Spacerowaliśmy specjalnie wytyczonymi kamiennymi ścieżkami wokół świątyni, mijaliśmy stawy z małymi wysepkami, na których rosły kilkusetletnie sosny bonsai, przyglądaliśmy się ostatnim kwitnącym wiśniom, peoniom, zielonym i ciemnoczerwonym klonom i wielu innym roślinom zdobiącym te niesamowite kompleksy. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Kioto jest swego rodzaju mekką buddystów i shintoistów. Wybudowano tu ponad 1200 świątyń buddyjskich i 400 chramów shinto. Jest więc w czym wybierać, my wybraliśmy te najładniejsze.

Druga świątynia, pełniąca jednocześnie funkcję klasztoru, posiadała dodatkowo kamienny ogród. Małe kamienie są specjalnie zgrabiane tak, by tworzyć symbole, szczególne dla buddyzmu np. wszechświat, linia życia itp.. Dodatkowo wychodząc ze świątyni Tenryuji przechodzi się na główną ścieżkę wiodącą do bambusowego lasu. Wrażenie niesamowite. Zrobiliśmy sobie dłuższy spacer, przechodząc wzdłuż rzeki i dochodząc do głównej ulicy ze sklepami i restauracjami, gdzie mieliśmy  czas wolny. Część grupy przypadkiem wybrała się na tak długi spacer wzdłuż głównej ulicy, że przy okazji odwiedziła kolejne dwie  świątynie. Następnie wszyscy spotkaliśmy się na lunchu w jednej z lokalnych restauracji. Wszystko było bardzo smaczne, dostaliśmy nawet specjalne jednorazowe fartuszki by się nie pobrudzić długim makaronem udon czy soba podczas spożywania zupy pałeczkami. Jedynie komunikacja ze starszą panią z obsługi była utrudniona. Gdy ktoś chciał zmienić trochę swoje danie, np. otrzymać ciepły makaron bez zupy, zamiast zimnego, Pani tłumaczyła po japońsku, że ciepły jest tylko w zupie, a bez zupy zimny. Na nic przekonywanie pół -japońskim, że chcemy inaczej, trzeba się dostosować i uszanować zasady szefowej kuchni. Nauczyliśmy się tego już w Hiroszimie, gdy po zamówieniu Okonomiyaki bez kapusty otrzymaliśmy odpowiedź, że bez kapusty nie ma okonomiyaki.

Najedzeni ruszyliśmy na spotkanie z Midori, a następnie autobusem w kierunku świątyni Kyomizu będącej jedną z najpopularniejszych i najbardziej obleganych przez turystów w Kioto. Najstarsza i zlokalizowana na wzniesieniu, z pięknym widokiem na miasto i ze źródłem czystej wody, uważanej przez niektórych za uzdrawiającą. Co ciekawe, świątynia Kyomizu przyciąga również pasjonatów kimon. Na próżno jednak szukać tam Japończyków w tradycyjnych kimonach. Najczęściej wypożyczają je turyści, szczególnie chińscy, co bardzo rozbawiło również naszą przewodniczkę. Spośród Japończyków w kimonach najwięcej było uczniów szkół  2 stopnia, którzy w ramach wycieczki szkolnej zapewnione mieli wypożyczone kimona, by uatrakcyjnić ich wyjazd. Nie można jednak zaprzeczyć, że turyści w tradycyjnych japońskich strojach idealnie wkomponowywali się w świątynny krajobraz. Zapowiedziałam, iż na następny wyjazd każdy bierze ze sobą kimono!

Mile spędzony czas w świątyni zakończyliśmy krótkimi zakupami, niektórzy skusili się również na lody o smaku zielonej herbaty macha. Ruszyliśmy autobusem do dzielnicy Gion – to stąd wywodzą się gejsze. Przechodząc główną ulicą mogliśmy przyjrzeć się domom, w których występują, a na tabliczkach były zapisane ich imiona, oraz nazwy instytutów, w których owe artystki pobierały naukę. Miejsce urokliwe i warte zobaczenia. Spacer zakończyliśmy przy instytucie sztuki, gdzie 2 razy dziennie odbywają się spektakle prezentujące różne elementy sztuki japońskiej: ceremonia parzenia herbaty, tworzenia bukietów kwiatowych, gra na lokalnych instrumentach, taniec gejszy, japońska komedia oraz teatr lalek.  

Po serdecznym pożegnaniu Midori, która wszystkim na długo zostanie w pamięci jako niesamowicie radosna, zawsze uśmiechnięta i zafascynowana swoim krajem osoba, udaliśmy się na wyżej opisany spektakl, by lepiej zrozumieć to, co przez 10 dni mogliśmy o sztuce japońskiej usłyszeć. Najbardziej podobał się taniec gejszy, teatr lalek i komedia.

Ruszyliśmy taksówkami do hotelu. Chwila na odświeżenie i pora na pożegnalną kolację. Zaprowadziłam grupę do restauracji z widokiem na Kioto, w której głównym specjałem było tofu przyrządzane na różny sposób. Oprócz tego oczywiście saskimi, sushi, u niektórych tempura. Okazało się jednak, że tofu jest jedynym podczas tego wyjazdu produktem, który nikomu nie przypadł do gustu. Mieliśmy więc przy okazji tej kolacji dużo śmiechu, szczególnie w przypadku jednego dania. W małych drewnianych wiaderkach warstwy tofu, jednym przypominające kożuch, innym złożone szmatki, maczane w mleku sojowym. Wiemy już, że ten produkt wyeliminujemy z jadłospisu podczas przygotowywania kolacji  japońskiej w Polsce.

Niemniej jednak wieczór pożegnalny pełen niespodzianek. Najpierw ogromna niespodzianka od Macieja B. , który napisał bardzo szczegółowy wiersz opisujący całą naszą podróż, z wyróżnieniem każdej osoby. Zaskoczył wszystkich, niektórych nawet wzruszył, np. mnie. Dzięki uprzejmości Macieja, już niedługo będziecie mogli ten wiersz również przeczytać. Zapewniam, że warto. Okazało się, że w naszej grupie ukrywał się wielki talent literackiJ.Maciej, dziękujemy!

Ku pamięci dla każdego pamiątki z wyjazdu. Chustki z wzorami typowymi dla kraju kwitnącej wiśni, które w Japonii stosowane są do formowania torebek, bądź zdobienia nimi najróżniejszych przedmiotów. Na koniec degustacja japońskiego trunku wysokoprocentowego i wspólny toast, na zdrowie – kampai! Miły, długi wieczór!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: