Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Izrael 9-19.06.2015

W Betlejem

16-06-2015

Czas na pożegnanie z Jerozolimą, ale oczywiście mamy jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. Zatem znowu już po raz trzeci wracamy na Górę Oliwną, prawie po omacku. Widok z tego samego punktu widokowego co wczoraj tyle że teraz rankiem. Potem wszystkie znajdujące się w pobliżu kościoły i cmentarze. A potem zanim wyjedziemy za miasto Ein Kareem. Docieramy bez najmniejszych kłopotów i wszystko zgodnie z planem.

Czas na Betlejem, początkowo nie miałam w planach noclegu tutaj, jedynie wypad taksówką, a to dlatego, że to teren Autonomii Palestyńskiej. W wypożyczalni jasno poinstruowano nas, że nie wolno nam opuszczać tym autem Izraela, przestaje działać ubezpieczenie, wszystko od teraz na własną odpowiedzialność.

Pewnie Ula i Krzyś czytają tę relację, mieli być z nami tutaj razem, to na wyraźną prośbę Krzysia odjęłam w Jerozolimie a dodałam w Betlejem jeden nocleg, zaraz się okaże czy słusznie.

Jedziemy. Póki co nas GPS działa bez zarzutu i prowadzi zgodnie z tablicami w kierunku Betlejem. Paszporty mamy na wierzchu, papiery auta także, jednak im bliżej granicy tym nasz GPS cichnie i w końcu przestaje nas kierować. A przed nam budki strażnicze i policyjne. Podjeżdżamy pewne, że czeka nas kontrola, jednak żołnierze tylko kiwają głowami i możemy jechać dalej. Jednak nie możemy się jeszcze cieszyć, przy każdym zjeździe na prawo i lewo z głównej trasy wielkie czerwone tablice z mnóstwem wykrzykników informujące o absolutnym zakazie przekraczania tych granic wszystkim obywatelom Izraela, czyn ten grozi śmiercią. Powiało grozą. Jedziemy po omacku, nie mając pojęcia dokąd tak naprawdę. Nasz nocleg to butikowy mały hotel w samym centrum.

Jednak wjazd do Betlejem nie nastraja optymistycznie, szaro buro, brudno, strasznie.

Ratuje nas telefon, ale polski z roamingiem, udaje mi się dodzwonić do właściciela hotelu, ten spokojnie instruuje jak jechać tylko nie wie gdzie jesteśmy, a ja nawet nie znam nazwy ulicy… Desperacko wchodzę do najbliższego zakładu stolarskiego prosząc o pomoc, panowie nie znają angielskiego i widząc rejestracje samochodu wzbraniają się przed pomocą dopiero kiedy powiem, że hotel i w Betlejem sięgają po słuchawkę i tłumaczą jak dojechać.

Jesteśmy uratowane, Nabil podjeżdża samochodem i pilotuje nas do swojego garażu. Tak będzie bezpieczniej, tu zostawiamy nasze autko a same przepakowujemy się do bagażnika Nabila (tzn. tylko walizkę, nam wolno zasiąść w samochodzie na fotelach z tyłu) i ruszamy do naszego hotelu. Jest piękny, mały butikowy hotelik z zaledwie 9 pokojami, każdy w innym stylu, piękne witrażowe okna.

Zupełnie przypadkowo spotykamy się na głównym placu Betlejem z grupą polską do której za zgodą przewodnika dołączymy. I tak w nastroju pielgrzymkowym udaje się nam odwiedzić najważniejsze miejsca w Betlejem, obejrzeć kilka innych hoteli a wieczorem zjeść przepyszną kolację przy nargili w namiocie pasterzy. I już Betlejem nie jest takie straszne.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: