Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Uganda 2-17.11.2015

Nasze pierwsze safari!

04-11-2015

Umówiliśmy się na wczesną pobudkę z nadzieją na wycieczkę po tutejszych mokradłach w poszukiwaniu trzewikodziobów. Jeszcze na kilka minut przed śniadaniem było w miarę jasno i pogodnie, ale pierwsze duże krople deszczu szybko zamieniły się w rzęsistą ulewę, a kiedy zerwał się porywisty wiatr nadzieje nasze prysły. Musieliśmy się szybko przeorganizować. Panowie kierowcy pojechali zakupić plandekę by móc włożyć walizki na dach, my wolno jedliśmy śniadanie z nadzieją, że deszcz zaraz się skończy i jednak dane nam będzie zobaczyć te jakże rzadkie ptaki. Jednak i druga próba spotkania z nimi musiała się zakończyć niepowodzeniem, żal o tyle mniejszy, że wracamy wylatując z Entebbe i wtedy po raz ostatni będzie szansa by móc je zobaczyć z bliska w ich naturalnym środowisku.

Wyjazd z 7 przesuwa się niemalże na 9. Ruszamy jeszcze w deszczu, objazd Kampali wychodzi nam na dobre, ponieważ zamieniamy asfalt na kilkanaście kilometrów drogi bitej, która po deszczu ma jeszcze bardziej rudy kolor i dzięki temu pięknie kontrastuje z bardzo soczystą zielenią.

Deszcz ustaje, tylko pojedyncze krople z rzadka spadają na szybę. My zatrzymujemy się na chwilę  przy stoisku z bębnami, małe i duże, ręcznie robione, znajdują pierwszych amatorów i jadą dalej z nami. Potem krótki foto stop przy owocach i warzywach. Wykorzystujemy okazję i nabywamy jackfruita, którego za chwilę pokroimy i będziemy degustować a nawet objadać się nim w oczekiwaniu na lunch. Najpierw jednak kolejny postój i pamiątkowe zdjęcia na równiku. Tu wzniesiono pomnik dokładnie pokazujący gdzie przebiega linia dzieląca kulę na połówki.

Oczywiście przy równiku rozgościło się mnóstwo sklepików a my wykorzystujemy chwilę na postój i dokonujemy kolejnych małych zakupów.

Lunch po drodze w lokalnej garkuchni. Kilka dań, w tym najbardziej typowe dla Ugandy matoke. Oczywiście dobrze jest je spróbować, ale nie znajduje ono wśród nas swoich amatorów, bardziej spotyka się z porównaniami do niedobrych ziemniaków czy starego puree. Kukurydza i orzeszki ziemne także spróbowane.

Wjazd do parku Mburo musimy okupić wpisami do księgi rejs rerów, potem jeszcze kontrola pojazdów i robi się na tyle późno, że na nic nasze plany szybkiego zakwaterowania się w lodży. Jedziemy wprost nad brzeg jeziora, gdzie ubrani w kapoki ruszamy małą plastikową łodzią w poszukiwaniu ptaków i zwierząt. I jednych i drugich jest całkiem sporo.

Wikłacze, żakarany, długoszpony, czaple, ibisy, orły, zimorodki to tylko niektóre i to najczęściej spotykane ptaki, a wśród zwierząt królują hipopotamy, które pokazowo „kłócą” się ze sobą, ziewają, bawią, taplają w wodzie. Jeden samotny bawół jak na zamówienie pozuje na brzegu jeziora.

Zdążyliśmy się już trochę nasycić widokiem pierwszych zwierząt nawet przed wjazdem do parku. Natknęliśmy się na trzy spore grupy zebr, były też guźce, sporo impali i buszboków, jest kozioł wodny.

Oczywiście Jezioro Mburo to także idealna okazja by z bliska poznać bydło Ankola. Piękne i długie rogi robią naprawdę wielkie wrażenie.

Podróż łódką okazuje się świetnym zakończeniem dnia. My schodzimy na ląd i w tym czasie zachodzi słońce.

Do lodży docieramy już niestety po ciemku, po drodze jeszcze sporo zwierzaków, ale liczymy, że wszystkie zobaczymy jeszcze raz i to z bliska jutro podczas safari porannego.

Mieszkamy dzisiaj w wielkich przestronnych namiotach, które położone wcale nie tak blisko siebie najpierw nas trochę przerażają. Mamy spotkać się na kolacji. Prawie wszystkim udaje się dotrzeć na miejsce na czas. Dorota i Marek jedynie mają trochę kłopotów, nie do końca dokładne oznaczenie drogi prowadzi ich w inną stronę ale i Oni w końcu docierają na miejsce.

Przyjemnie tu dzisiaj, kolacja wyśmienita, i te odgłosy. Mieliśmy iść spać bo jutro już zwyczajowo wczesna pobudka ale na pewno każdy teraz siedzi lub leży sobie w miękkiej pościeli i przysłuchuje się dźwiękom sawanny. A wokół wszystko gra, szeleści, świergocze, tyka, cyka, dudni, bębni, pohukuje…


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: