Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Mali, Burkina Faso, Benin 23.01-09.02.2016

Taniec masek

29-01-2016

Spało się nam bardzo dobrze. Wprawdzie każdego obudził ryczący wściekle osioł około 2 nad ranem, a potem od 4 rozgdakane stado kogutów, które jakby w dialogu prowadziło wymianę kukuryku. Jednak niebo nad nami, wiaterek, warto było. Śniadanie już na nas czeka, prócz tradycyjnie już bagietek, kucharz usmażył nam dzisiaj pączki. Pyszne.

Opuszczamy nasz hostel, zanim jednak na dobre przejedziemy do innej wioski Dogonów, wybieramy się na obchód tej w której nocowaliśmy. Udaje się nam spotkać po drodze dwa czy trzy sklepiki z pamiątkami, a że już od kilku dni planujemy zakupy, wypatrujemy w stosie zakurzonych rzeczy kilka, które się nam bardzo podobają. Po ostrych negocjacjach dochodzimy do porozumienia i obkupieni w kilka masek, okiennic i dzid idziemy pospacerować po wiosce. W jednym z obejść mieszkający tam chłopak po pokazaniu nam kilku domków w zagrodzie kiedy dowiaduje się, że pochodzimy z Polski zaczyna z wypiekami na twarzy opowiadać nam o swoim Kuzynie, którego akurat dzisiaj nie ma w domu, ale który był w Polsce. Przy okazji wymienia nazwę parku, której nie znamy w Warszawie i zapewnia nas, że chłopak ten właśnie tam rzeźbił i postawił oryginalny dogoński domek starców, toguna. Nie musi nas mocno przekonywać, ale na wszelki wypadek przynosi wielki album ze zdjęciami, pamiątkowe wydania miejscowych gazet. Jesteśmy mile zaskoczeni. Miło nam.

Wracamy do hotelu po rzeczy, poznajemy parę Francuzów, która od 9 lat mieszka sobie w w tej samej wiosce, tuż obok.

Krótki odcinek drogi i docieramy do kolejnej miejscowości, tu będziemy nocować, ale wrócimy tu za chwilę najpierw jedziemy na zwiedzanie kolejnej wioski Dogonów. I znowu ku niezadowoleniu niektórych z nas wspinaczka po pólkach skalnych na górę. Ale naprawdę warto. I cały włożony wysiłek zostanie wynagrodzony przez widoki jakie czekają na nas z bliska. Wioska jest bardzo urokliwa, mocno rozbudowana i zachowała jeszcze oryginalne domki poprzedników Dogonów – plemienia Telemów.

Na zakończenie zwiedzania wioski zaglądamy do lokalnej szkoły. Pan dyrektor będący jednocześnie nauczycielem ma pod swoją opieką 71 uczniów, od 8 do 16 lat. Trzy pomieszczenia zajęte, trwają lekcje w klasach starszych. Przysłuchujemy się krótkiej relacji nauczyciela i zostawiamy nasze prezenty dla szkoły. Czas na lunch. Niepotrzebnie się spieszyliśmy, trochę to potrwa.

Ale kiedy wreszcie doczekamy się najpierw zimnego piwa, które w plecaku z sąsiedniej wioski specjalnie dla nas na motorku przywiozła jedna z dziewcząt a potem drugiego dania okaże się, że warto było czekać bo i tym razem danie jest bardzo smaczne. Popołudnie także zaplanowane – zdecydowaliśmy się obejrzeć taniec masek, który w jednej z pobliskich wiosek zostanie dla nas specjalnie zaaranżowany.

Niestety zgodnie z cichymi przypuszczeniami naszych dziewczyn wspinamy się ponownie, tańce odbywają się na specjalnym placu na górze. Kiedy docieramy na miejsce na skałach siedzą dzieciaki wypatrując tancerzy i bacznie śledząc nasze ruchy. Potem pojawiają się pierwsi członkowie starszyzny, bardzo dostojnie „schodzą z  gór”. Wreszcie zbiega rządek tancerzy. Na podziw zasługują różowe stroje z rafii, i oczywiście maski, i te duże i te małe, i te dla nas od razu czytelne i te, których znaczenie musimy poznać dopiero po występach.

Zaczyna się, 2 bębny i 2 wielkie dzwonki to cała orkiestra, chór starców nuci melodię, kolejni tancerze wkraczają na parkiet łącznie z trzema tancerzami na szczudłach.

Rzeczywiście ich taniec oddaje kolejno zupełnie inny charakter i różni się znacznie jeden od drugiego.

Na koniec objaśniają nam która maska co oznacza i mamy okazję by zrobić sobie zdjęcia. W drodze do hotelu zatrzymujemy się przy krokodylach. Bajorko z zasiekami a w nim same wielkie cielska zwierzaków. Okazuje się, że to święte miejsce a krokodyle to przodkowie Dogonów, przynosi się im tu ofiary by zyskać wstawiennictwo w realizacji własnych próśb. Niestety na dzisiejszą ofiarę dla nas wybrano kurczaka, któremu skrępowano nogi i na sznurku jeden z chłopaków próbuje zwabić krokodyla na brzeg. Nie możemy patrzeć jak męczą biednego ptaka. Prosimy by jednak zrobili to inaczej i wrzucili kurczę wprost do wody. Będzie choć trochę mniej okrutnie.

W hotelu kolacja i ponownie gościmy się na dachu obiektu. To dobry wy bór, śpi się nam jeszcze lepiej niż wczoraj, tym razem niebo nie ma chmurek jest bardzo gwieździste i księżyc który dzisiaj wyjątkowo jasno świeci. Osły nie ryczą, ale blisko jest kurnik i od 4 mamy koncert.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: