Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Mali, Burkina Faso, Benin 23.01-09.02.2016

Safari bez zwierząt

04-02-2016

Wstajemy bardzo wcześnie, jest jeszcze zupełnie ciemno. W Beninie taki sam czas jak w Polsce. Jemy śniadanie i ruszamy do parku. Jest póki co zimno i ciemno dlatego wszyscy pakujemy się na kanapy wewnątrz auta. Pojedyncze zwierzaki pokazują się pod drzewami, każdy mały kob a my stajemy i robimy zdjęcia. Usilnie szukamy nowych gatunków. Przy wczorajszym poidle znajdujemy bawoły, w wodzie widać krokodyle i hipopotamy. Ale u nas coraz większe apetyty. Wyszło słońce, robi się coraz cieplej. Część z nas zajmuje jednak miejsca na dachu.

Jedziemy w kierunku gdzie należy spodziewać się lwów, zobaczymy czy nam się uda. Nagle auto staje a my jesteśmy wszyscy zaproszeni na dach. Lwica i przynajmniej dwa małe lwiątka bawią się na granicy wysokiej trawy i oczka wodnego. Nasz ranger wypatrzył tylko ruszające się czarne plamki na uszach maluchów, z daleka widać dokładnie sylwetkę matki, która wraz z małymi po chwili schowa się w gęstej i wysokiej trawie.

Szkoda. Czekamy jeszcze chwilę by przekonać się czy może nie wyjdzie na polanę i tym samym stanie się dla nas bardziej widoczna, ale widać ma inne plany. Niestrudzeni ruszamy dalej, na małych polankach odnajdujemy bawolce, wielkie antylopy końskie, mnóstwo kobów. Rozbawiła nas bardzo rodzinka guźców, która uciekała wzdłuż drogi bawiąc się z nami. Najśmieszniejsze były zupełne maluchy, które potykały się jeszcze o własne nóżki chowając się za nogami mamy.

Ciągle brakuje nam słoni, a podobno jest ich w parku 600. Widzieliśmy już ślady połamanych przez słonie drzew, widzieliśmy wydeptaną trawę i odchody ale samych słoni brak. Mamy jeszcze chwilę na poszukiwania, oby się nam udało.

Na lunch zaglądamy do położonego w parku hotelu, pusto tu ale w porze obiadowej zjeżdża na piknik około 10 białych. Większość to goście z krajów francuskojęzycznych.

Jest coraz bardziej gorąco, słonie wreszcie widzieliśmy, inne zwierzaki potencjalne do zobaczenia też. Ponieważ zepsuły nas widziane w RPA czy Namibii albo Kenii parki, gdzie zwierzyny było więcej nie mamy ochoty krążyć szczególnie teraz w południe po parku kiedy zwierzaków i tak nie ma bo wszystkie pochowały się w cieniu. Zapada decyzja wracamy do hotelu. Wczesna pobudka daje się we znaki. W drodze powrotnej nadal mnóstwo kobów, samotny słoń, jest małe stadko bawołów, czyli nie aż tak bardzo źle. Odkrywamy nawet na polance dwie pary żurawi koroniastych.

Widać, że park ten mimo że najlepszy w całej okolicy nie jest parkiem często odwiedzanym przez turystów, nie jest w ogóle komercyjny, zwierzaki nie są przyzwyczajone do odgłosów silników ani do głosów ludzi. Ścieżki dobrze przygotowane, oczka wodne też świetnie zlokalizowane, ale zwierzyny brak, a to dla niej przyjechaliśmy tutaj.

W naszym hotelu cisza i spokój poza naszą piątką nie ma tu nikogo. Dobra mocna niemiecka kawa i sjesta. A potem wraz z Ewą i Krzysiem idziemy na spacer po najbliższej wiosce. Budujące są bardzo czyste obejścia oraz domy. Wchodzimy do kilku zagród by móc zobaczyć jak wygląda rozkład budynków. Ludzie bardzo życzliwi, pozwalają robić zdjęcia, pokazują jak żyją i gdzie mieszkają. Podbiega do nas pan, który wczoraj pokazywał nam obróbkę bawełny, wita się z nami jak ze starymi znajomymi.

Przed powrotem do hotelu przechodzimy przez bardzo zielony świetnie utrzymany ogródek gdzie uprawie się wszystkie najpotrzebniejsze warzywa. Woda doprowadzono tutaj aż z górskiego źródła, czyli jak się chce to można.

Na kolację perliczka z czarnym sosem z grzybkami i fasolką. Zajadamy się choć mięska niezbyt dużo jak na perliczkę przystało, na deser naleśniki z dżemami, sosami a nawet kakao.

Rozpusta, jeszcze chwila na pogaduchy i idziemy spać. Jutro długi przejazd. Musimy wrócić do stolicy Burkiny.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: