Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Paryż 21-25.09.2016

U Boga Czekolady

22-09-2016

Budzik wyrywa nas ze snu. Wydaje się nam, że obudził nas zbyt wcześnie, bo za oknem ciemno. U nas z pewnością jest jaśniej o 7:00. Wstajemy wcześnie, za nami krótka noc bo już o 8:00 ruszamy najpierw na śniadanie a potem na zwiedzanie. Wybieramy bar naprzeciwko naszego hotelu. Zamawiamy w większości zgodnie z francuskim zwyczajem śniadanie na słodko: bagietka, rogalik, dżemik i kawa. Oczywiście są także omlety, jajecznica, jaja sadzone, co kto sobie życzy. Udaje się nam nawet zamówić herbatę, co nie jest tutaj takie oczywiste. Posileni w wyśmienitych humorach i z pierwszymi promieniami słońca zapowiadającymi jednak piękny i ciepły dzień ruszamy do miasta.

Pierwszym przystankiem ma być lokalny targ, który częściowo zajmuje pomieszczenie dużej hali targowej, ale część straganów wyniosła się także na zewnątrz. Maszerujemy pośród stoisk z mięsem, Kasia opowiada nam o tutejszych specjałach, tłumaczy złożoną produkcję foie grais, pokazuje najlepszą tymiankową jagnięcinę, poznajemy tutejsze odmiany ekologicznych kurczaków z fioletowymi nóżkami.

Przemiły pan sprzedawca widząc zaangażowanie Kasi w opowiadanie i nas zasłuchanych i zapatrzonych w jego mięsa częstuje nas chorizo i chętnie odpowiada na pytania.

Sytuacja powtarza się przy stosiku z serami, zupełnie zdajemy się na gust Kasi, która wybiera bardzo trafnie trzy gatunki serów, które za chwilę dostaniemy do degustacji. Szczególnie jeden z nich głowa mnicha prezentuje się widowiskowo, jego cieniusieńki pasek został odcięty specjalną gilotyną i zrolowany do kształtu kwiatka. Dwa kolejne sery choć pokrojone tylko w kawałki nie znajdują sobie równych. Jeden z nich to leżakowany comte a drugo to odmiana sera brie z truflami. Wszystkie trzy są przepyszne.

Wcale nie czujemy głodu, a wizja szybkiego lunchu nas trochę odstrasza. Jednak Kasia zakupuje na stoisku już na zewnątrz targu owoce. Mamy figi i mirabelki. Wielu z nas postanawia odkryć te owoce na nowo w Polsce. Na targu bardzo kolorowo nie tylko wśród sprzedawanych produktów, także pośród sprzedawców. Mieszają się tutaj wszystkie nacje:  sporo osób oferujących owoce i warzywa nawet ryby to sprzedawcy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu, Afryki Północnej.

Przy serach i mięsach byli jednak urodzeni Francuzi, stąd tyle znastwa w polecanych specjałach.

Bardzo piękną wąską drogą obsadzoną straganami i butikami idziemy do Bastylii, nieopodal Kasia wybrała dla nas niewielką restauracyjkę na lunch. Karta bardzo francuska, my nie aż tak bardzo głodni wybieramy przystawki lub dania lunchowe. Próbujemy wina francuskiego. Mamy od razu swojego faworyta.  Zanim odwiedziliśmy restaurację byliśmy w prawdziwej manufakturze czekolady. Przez duże oszklone witryny mogliśmy podglądać jak pracują tutaj cukiernicy. W wielkich misach mieszała się gęsta czekolada, którą później wypełniano specjalne foremki i na naszych oczach powstawały wspaniałe małe pralinki. Upojeni samym zapachem tego miejsca próbowaliśmy maleńkich pralinek i byliśmy zachwyceni ilością czekolady w czekoladzie. Po lunchu obiecany deser u Boga Czekolady.

Wspaniała i bardzo klimatyczna cukiernia. Kasia przeprowadzała wywiad z właścicielem i dokładnie wie co nam polecić byśmy byli wniebowzięci. Gęsta czekolada do picia, ciastka wspaniałe, bardzo wymyślne, nie ma ich w karcie, szef codziennie polega na swoim wyborze i przygotowuje cztery różne rodzaje ciastek. Zamawiamy po jednym z nich do spróbowania, zachwytom nie ma końca. Tartaletka z orzechami włoskimi i wypełnieniem karmelowym jest absolutnie pyszna. Dorotka i Jurek zajadają się krążkiem z ciasta ptysiowego wypełnionym masą z orzechów z Piemontu, Hanka lubi cytrynowy posmak kremu w tartaletce kolejnej, dodatek bazylii czyni to ciastko zaskakującym pomieszaniem ziół i cytryny. I mamy jeszcze najtrudniejsze do podzielenia ciastko kruche z kilkoma warstwami masy kremowej. Wszystkie naprawdę nieziemsko pyszne. Do spróbowania także małe pralinki, każda z nich z innym nadzieniem i karmelki. Do ciastek i kawy dołącza Ewa, która jest przewodniczką po Paryżu i zaprasza nas na zwiedzanie z przewodnikiem. Przejeżdżamy do Świętej Kaplicy, niestety ta dzisiaj ze względu na jakieś problemy techniczne jest zamknięta i nie udaje się nam wejść do środka, szybko przesuwamy ją zatem na jutro, a teraz spacerem idziemy do Notre Dame. Wcale niedługa kolejka do wejścia, zwiedzanie z przewodnikiem jest wielkim plusem. Szybko poznajemy ciekawą historię tego miejsca, a potem wewnątrz znajdujemy wiele ciekawych detali, malowideł i zdobień, do każdego ciekawostka, niesamowita historia, gdzieniegdzie anegdota. Takie zwiedzanie nie może się nudzić.

Przed nami ratusz Paryża i spacer po wąskich uliczkach bardzo modnej dzielnicy Paryża Marais. Rzeczywiście piękny klimat, mnóstwo restauracyjek, kawiarni, po drodze skusimy się na eklery, lody, zobaczymy kolejne manufaktury czekolady, a Ewa pokaże nam ciekawe zabytki i wspomni o złożonej historii Paryża.

Kolacja: i choć nie byliśmy bardzo głodni, to nie udaje się nam oprzeć. I klasyki kuchni francuskiej, czyli Foie Grais, zupa cebulowa, dobre wino. Wracamy do hotelu objedzeni, nasyceni Paryżem dość późno. Jutro kolejny bardzo długi dzień przed nami.  


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: