Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wenezuela 29.10-13.11.2016

A do domu daleko

12-11-2016

To dzień naszego powrotu. Zaczyna się od zmiany godziny naszego powrotu. Niestety na naszą niekorzyść, lot miał być o 9:00 co się nam bardzo podobało bo wizja leniwego poranka przed długą podróżą i spokojne śniadanie to zawsze lepiej niż poranek w pośpiechu i śniadanie na łapu capu. Ale nie ma wyjścia musimy się dostosować.

Nasza kuchnia o 6:30 serwuje nam kompletne śniadanie, panie na co dzień pracujące z różnymi nacjami chwalą nas i dzielą się spostrzeżeniem, że bardzo szybko jemy śniadania. Może i tak…

Zaczyna padać, o ironio losu, i w ten sposób sprawdzają się choć po części zapowiedzi pogodowe i jesteśmy świadkami mocnej, intensywnej ulewy, choć bardzo krótkiej. Wszystko kończy się w okamgnieniu i za chwilę jesteśmy gotowi by ruszać na lotnisko.

Tradycji musi stać się zadość, my przed okienkiem do odprawy, a za nim pusto, i to całkowicie. Nie ma nikogo.

Czekamy, spacerujemy nad brzegiem wody, bo tu wyjątkowo lotnisko i port są w jednym i tym samym miejscu. Nagle niespodziewana akcja, coś wielkiego spada z nieba, to fregata jak się jej bliżej przyjrzymy. Podobno szukała sobie miejsca na słupie i nieudolnie przysiadła na kablach i najprawdopodobniej została dotkliwie porażona prądem. Teraz biedna leży na środku drogi a wianuszek gapiów powiększa się. Wołamy Mirka, który mamy nadzieję, że pomoże ptaszynie a przynajmniej powie co jej dolega. Niestety Mirkowi udaje się tylko wysunąć jej z dzioba rybę, nie pozostawia nam jednak zbyt wiele nadziei na poprawę.

W tym czasie pani dociera do swojego okienka i otwiera odprawę, jeden po drugim podajemy jej nasze paszporty i ważymy bagaże. A potem jak to zwykle udajemy się dalej, tu element jakiego jeszcze nie było, kontrola żandarmerii, każdy bagaż musi zostać otwarty i dokładnie przejrzany. Nie wiemy dokładnie czego szukają, ale mogą to być narkotyki, bo jest pies i pan specjalnie od narkotyków, to mogą być także muszle i koralowce, bo znalezione w bagażu Mirka podlegają bardzo wnikliwym oględzinom. Ostatecznie kompletne bagaże lecą z nami dalej.

My gotowi, nasze bagaże też, brakuje tylko samolotu. A ruch dzisiaj wielki, co raz lądują i startują kolejne awionetki i samoloty z pasażerami spragnionymi weekendowego słońca.

I tu wreszcie mamy przegląd Miss Venezueli. Piękne i zrobione dziewczyny (i wcale nie piszę tego targana zazdrością) tylko powtarzam spostrzeżenia całej naszej grupy zarówno części damskiej jak i  męskiej w wysokich koturnach i krótkich obcisłych strojach niczym na wybiegu paradują przed nami. Obsiedliśmy na krawężniku jedyną ścieżynkę prowadzącą do miasteczka, nikt nam nie umknie.

Wreszcie ląduje i nasza maszyna. Zasiadamy mocno wciągając szyje bo jest bardzo niska i mamy mało miejsca.

Za to jest aż nadto kameralnie, Paweł zagląda kapitanowi przez ramię, śledzi z uwagą wszystkie zegary.

Lot trwa bardzo krótko i już chwilę przed 9:00 lądujemy w Caracas. Tu czeka na nas ulubiona pani przewodniczka, która niestety nie spisała się na wylocie do Los Roques obawiamy się co będzie teraz. Ponieważ przed nami aż 9 godzin czekania na lot decydujemy się na krótki pobyt w hotelu nieopodal lotniska. W tym czasie przepakujemy sobie bagaże, przebierzemy się, zjemy jeszcze lunch.

I to właśnie teraz jest ten czas.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: