Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wenezuela 29.10-13.11.2016

A jednak raj!

10-11-2016

Wypływamy po śniadaniu, jest nas piątka. Czekamy na nurki z maską i rurką, plaże i piękne widoki. Wczoraj w porcie wyszukałam łódź i kapitana, który dzisiaj wysyła nas ze swoim synem i jego kolegą w morze. Łódź czyściusieńka, wysprzątana, muzyka gra, mamy ze sobą boxy z jedzeniem i napojami. Pogoda rewelacyjna, mimo tego, że prognozy jeszcze w Polsce przewidywały non stop deszcz i burze. Nie spadła tu jeszcze ani jedna kropla deszczu w ciągu dnia.

A i nocnej burzy jak się okazało większość w ogóle nie zanotowała.

Rozsiadamy się w łodzi bardzo wygodnie i cała naprzód. Wiatr nam sprzyja, jest zbawiennie chłodniej niż w szczerym słońcu.

Pierwszy przystanek na jednej z ładniejszych plaż, bielusieńki bardzo miałki piasek, piękna zupełnie pusta plaża tylko dla nas i rafa koralowa do sprawdzenia. Najpierw sesja foto, potem korale, pływanie, spacery, czytanie książek. Żyć nie umierać. Chyba właśnie tego wszyscy spodziewaliśmy się lecąc na Los Roques. Wczorajsza plaża nijak nie da się porównać do tego co widzimy dzisiaj. Jest bajkowo.

Odpoczywamy i płyniemy dalej do miejsca gdzie na powierzchni wody co po raz wyłaniają się żółwie by zaczerpnąć powietrza.

Potem kolejna plaża i znowu rafa koralowa, lenistwo, długi spacer, kilka małych restauracyjek, w jednej z nich rozpusta. Zamówiliśmy sobie langusty, najpierw odbywa się komisyjne ważenie a potem czekamy na przepyszne owoce morza świeżusieńkie, byliśmy obecni przy ich uśmiercani (w bardzo fachowy sposób) podawane z masłem i czosnkiem. Pycha.

Wcześniej jako przystawkę nasi chłopcy z łodzi wyłowili ostrygi, małe ale jakie pyszne, naturalnie słone z limonką przepyszne.

Poza tym mamy jeszcze nasze lunche z posady, głodować nie będziemy. Langusty okazują się być bardzo mięsiste i pożywne. Mają wyjątkowo dużo do wyjadania, bawimy się jeszcze wyskubując mięsko ze szczypców i każdego zakamarka pancerzyka.

Kuszą pobliskie hamaki, sjesta pożądana ale w programie jeszcze pływanie nad rozgwiazdami, które okazują się być gigantyczne, obok strzykwy i mnóstwo jeżowców. I tak niewiadomo kiedy robi się czas powrotu.

To był bardzo piękny dzień i będziemy go szczerze polecać drugiej grupie by mogła zobaczyć to wszystko co i my dzisiaj.

Warto bezwzględnie.

W Posadzie spotykamy się z resztą grupy, która równie zadowolona wróciła ze swojej wysepki. Nie było już muszek, parzących koralowców, więc spędzili także bardzo udane popołudnie,

Kolacja i zasłużony odpoczynek, niektórzy w bólach po zbyt dużej dawce słońca.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: