Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Paryż 29.03-02.04.2017

Przegrzebki bez tajemnic

31-03-2017

Ostatni dzień marca, a my dzisiaj mamy w planach gotowanie, zwiedzanie i kolację. Najpierw śniadanie, wybieramy dzisiaj bar na rogu. Słońce budzi się tu dość późno, prawie o 7:30, zatem kiedy spotykamy się o 7:50 jest jeszcze szarawo. Na ulicach już duży ruch bo dzieci pędzą do szkoły, dorośli do pracy, obserwujemy ten cały ruch na skrzyżowaniu przed  barem. Zamawiamy ten sam zestaw co wczoraj, innego zresztą wyboru nie było.

Rogaliki smakują nam tu mniej, masło podpadło, a sok miał lód zamiast miąższu. Jutro wracamy na stare miejsce. Jak widać stajemy się krytykami kulinarnymi.

Po śniadaniu zmierzamy do miasta. Tu spacer po otwartych już o tej porze małych butikach z czekoladkami, makaronikami, kolejne króliczki i zajączki z czekolady, jajeczka i kurki. Wiosennie bardzo. Na dzisiaj zapowiadano deszcz, póki co jest chłodniej niż wczoraj ale wiosna nadal gości w Paryżu.

Wreszcie docieramy do niewielkiej restauracji szefa kuchni Anthonego, z którym dzisiaj będziemy gotować. Zanim jednak będziemy zakasywać rękawy do pracy siadamy przy dobrej kawie, poznajemy się bliżej, zadajemy kilka sympatycznych pytań. Poznajemy historię znajomości Kasi i szefa. Dopytujemy o odznaczenia kulinarne, które także na witrynie tej restauracji znaczą o wysokim poziomie tutejszych dań.

A potem szybko zmieniamy nasze koszulki na robocze, dostajemy fartuchy i schodzimy do kuchni. Niewielka, ale świetnie zorganizowana. Zajmujemy miejsca. Mamy dwie sekcje, jedna z nich zajmie się owocami morza. Szef zaproponował na dzisiejszą przystawkę małże Św. Jakuba. Będzie z nich carpaccio. To jednak długa droga, bo przed nam stoją dwa wielkie kosze przegrzebków, w muszlach gotowych do otwarcia i oczyszczenia. Zatem uważnie przypatrujemy się wskazówkom szefa, wkładamy rękawiczki i zabieramy się do pracy. Ku zaskoczeniu Anthonego praca pali się nam w rękach i bardzo sprawnie radzimy sobie z dwoma wielkimi koszami przegrzebków, w sumie oczyściliśmy 24 kilogramy muszli!!!!

To nie koniec zabawy z muszlami, teraz trzeba je umyć, usunąć błonki, wyjąć pozostałe części, jak się okazuje we Francji jada się wszystko. W tym samym czasie Ela i Ania na ochotnika zgłosiły się do sekcji słodkiej pod okiem Oliviera. Co jakiś czas słychać ich westchnienia, to wtedy kiedy oblizują łyżki po kolejnych etapach pracy. Tworzą krem patisiere a potem biją śmietanę, dodają mascarpone, wyjmują ziarenka z wanilii. Pachnie u nich pięknie, tak bardzo słodko. Na talerzach leżą już owoce przygotowane do dekoracji dzisiejszego kompotu bo tak nazywa się nasz deser, co można niechcący pomylić z naszym kompotem polskim, ten nie ma z naszym nic wspólnego. Kruszonka z pudrem migdałowym, owoce świeże, owoce przetarte delikatnie z cukrem i krem. Pychota.

My za to po przegrzebkach dostaliśmy do oczyszczenia filety labraksa. Łuski, okrojonie brzuszków, idzie nam bardzo sprawnie, kolejny etap nauki to kawior z bakłażana. Przy okazji poznajemy cytrynę kawiorową. Wszystkim nam smakuje sezam wasabi. Poznajemy kilka nowości.

Zaczyna pachnieć, trochę Azji, na gazie gęstnieje sos z wędzoną papryką, na deskach sterta warzyw przygotowana do marynowania w zalewie słodko-kwaśnej. Zapowiada się naprawdę wykwintny lunch. By jednak umilić sobie gotowanie, bo to jednak męcząca praca wybieramy się na górę na przerwę. Poza trunkami lokalnymi mamy swoje zapasy i częstujemy naszych kelnerów i szefa wódką z Polski. Wszystkim od razu humory poprawiają się jeszcze bardziej. Praca powoli i leniwie wraca na tory gotowania, zostaje nam tylko kilka wykończeniowych ruchów. Szef pokazuje nam jak przygotować wydanie carpaccio z przegrzebków. Rzeczywiście finał jest imponujący, niczym mini dzieło sztuki.

Nie udaje się nam poznać wszystkich tajników sztuki kulinarnej, ale kilka trików mamy opanowanych. Zatem zasiadamy przy stoliku w oczekiwaniu na nasz lunch. Zgłodnieliśmy już trochę. Na przystawkę numer jeden dostajemy mus z awokado i mango. Potem nasze carpaccio, które prezentuje się bardzo świeżo i wiosennie, następnie labraks z sosem tandori na dzikim ryżu z kawiorem z bakłażana, niespodzianką jest deska serów. Każdy z nich inny, każdy bardzo wyrazisty i charakterystyczny a na sam koniec kompot czyli nasz deser.

Jesteśmy objedzeni i bardzo zadowoleni. Kawa. Wspólne zdjęcie przed restauracją.

Będąc na świeżo z niezbędnymi sprzętami idziemy na małe zakupy do pobliskich sklepików. Mandolina czyli tarka do warzyw, sonda do temperatury, pieprz, sól, tonka, wanilia to tylko niektóre zakupione przez nas towary. Wracamy na godzinny odpoczynek do hotelu. Przed nami druga część programu.  


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: