Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Bhutan 29.03-13.04.2014

Dzong

03-04-2014

Już czwartek, ale ten czas szybko mija. Wreszcie mamy okazję zobaczyć jak pięknie położony jest nasz hotel, w dole koryto rzeki, nasz hotel na wzgórzu z widokiem na całą okolicę. Spotykamy się na śniadaniu, już dużo lepiej, długi spokojny sen, w ciszy dobrze zrobił każdemu z nas. Przed nami kawał drogi do przejechania, ale ciekawiej bo mamy kilka przerw na zwiedzanie.

Najpierw dzong, którego nie zdążyliśmy zobaczyć wczoraj. Dodatkowym utrudnieniem logistycznym dzisiaj są blokady na drogach w poszczególnych porach, by zdążyć przed zamknięciem drogi na kolejne dwie godziny musimy pilnować czasu i tempa zwiedzania. Nadal jest nas 9, ale mamy wieści, że pozostała Trójka wydobrzała i właśnie rusza z hotelu by nas dogonić. Dzong jest całkiem pusty, to pierwszy jaki zwiedzamy, dlatego robi na nas bardzo dobre wrażenie. Niestety nie ma też mnichów, którzy udali się do pobliskiego klasztoru na modły, ich wprawdzie nie ma, ale z daleka słychać śpiewy które wraz ze zwiedzaniem miejsca tworzą niepowtarzalny klimat.
Nasz przewodnik próbuje znaleźć kogoś, kto mógłby nam otworzyć świątynie, lecz nikogo tu nie ma. Namawiamy przewodnika na krótki spacer po miasteczku a potem maszerujemy do autobusu, który przemknął o czasie przez blokadę na drodze. My czekamy na chwilę przerwy w usuwaniu gruzu by widzieć cokolwiek w gęstym tumanie kurzu i jedziemy dalej. Kolejny punkt programu to szkoła zawodowa, gdzie dzieciaki uczą się rzemiosła. Odwiedzamy wszystkie klasy i podpatrujemy, jak haftują, szyją, rzeźbią, malują, piszą. Odwiedzamy cała szkołę ku uciesze zarówno uczniów jak i nauczycieli i jedziemy do czortenu Kora. A tu niespodzianka budowla w stylu nepalskim, bardzo pięknie położona nad rzeką, przy wejściu młynki modlitewne napędzane wodą rzeczną, wokół stupy mniejsze młynki i wielu modlących się. Mamy zamiar zjeść tu lunch, dlatego pomagamy naszym opiekunom rozstawić się z naczyniami, oni rozkładają obiad a my idziemy na zwiedzanie. Wypatrujemy na schodach pierwszych mnichów, potem obchodzimy sami stupę a na koniec czeka nas pyszne jedzenie. Statystycznie większość z nas wróciła już na stronę zdrowych, jednak kilkoro z nas jeszcze zachowawczo sięga po ryż i czarną herbatę. Czas na nas, po drodze jeszcze jeden przystanek na zwiedzanie tym razem klasztoru. Jest piękny, drugi co do wieku w Bhutanie. Tym bardziej ciekawy, że trwają tu przygotowania do festiwalu i mnisi zaangażowani są przy strojeniu budynków. Widzimy jak rozwieszają chorągiewki, sprzątają, jeden z nich pokazuje nam świątynię, która przy opowieściach naszego przewodnika okazuje się nadzwyczaj ciekawym miejscem.
Robimy zdjęcia, oglądamy dokładnie obiekt i pędzimy dalej, teraz prócz blokady gna nas myśl o spotkaniu z Olą i resztą, którzy dotarli do mostu i tam na nas czekają. Po chorobie ani śladu, Ola wygląda kwitnąca, Rodzina szczęśliwa, my także bo jesteśmy ponownie w komplecie.
Oczywiście żartujemy sobie z naszych zdrowotnych przygód, bo wszystko dobrze się zakończyło i w duchu bojowym szykujemy się na ostanie 60 kilometrów dzisiaj. Bagatela: tylko 2 godziny.
Po drodze kawa i herbata, mini wykład o betelu wraz z demonstracją zwijania pakunków i ich żuciu. O 19.30 docieramy na miejsce. Potem już kolacja i opowieści o różnorakich przypadkach medycznych na trasach. Było się z czego pośmiać trochę się tego nazbierało.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: