Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kuba 27.04-07.05.2017

Hawana jest nasza

27-04-2017

Spotykamy się prawie punktualnie, musimy jeszcze nad tym popracować, ale jesteśmy już odprawienie, samolot niewielki, na pewno zdążymy. Pierwszy lot krótki bo tylko dwugodzinny, tu szybka przesiadka do większej już maszyny, zresztą pełniusieńkiej i lecimy do Hawany. Nie jest to najłatwiejszy lot bo dzienny, 10 godzin w samolocie, niektórym uda się zdrzemnąć, innym niestety nie.

Kiedy dolecimy na miejsce, już zapowiedź kapitana wieści wakacje: 32 stopnie, lekko zachmurzone niebo i dobra pogoda do lądowania. W rękawie kiedy opuszczamy samolot od razu czuć inne powietrze, jest gęste, ciężkie i oblepia nas od razu zachłannie jakby nie chciałao stracić ani chwili by wprowadzić nas w klimat Kuby. Na szczęście mamy tu małą salonkę, która okazuje się zbawienna w oczekiwaniu na bagaże, co wcale nie trwa bardzo krótko. Musimy swoje odsiedzieć, w klimatyzowanym pomieszczeniu z zimnym piwem czy Tu Kolą czas mija dość przyjemnie. W tym czasie nasi bagażowi znajdują po numerach walizki, wszystkie doleciały, i możemy udać się do dalszej kontroli. W hali przylotów czeka na nas już nasz przewodnik, kierowca także gotowy, jedziemy do hotelu.

Mieszkamy w ścisłym centrum, hotel wielki ale tego nam potrzeba, jesteśmy padnięci. Mamy 2 godziny przerwy do kolacji, ta w hotelu. I tak dwójka z nas zapadnie w błogi sen i prześpi godzinę zbiórki. Trochę nam obojętne co jemy i jak to smakuje, choć nota bene restauracja włoska trzyma poziom i jedzenie jest smaczne.

Myśląc, że damy radę i powalczymy z sukcesem z jet lagiem wybieramy się do Buena Vista Social Club. Początek jest dość optymistyczny, rytmiczne dźwięki salsy i mambo nas na chwilę wybudzają  z letargu. Jednak nie na długo, trudno oszukać naturę i środek nocy. Pierwsi z nas podsypiają inni dzielnie walczą z opadającymi powiekami. A na scenie coraz bardziej gorące rytmy, śpiewacy witani z dużym aplauzem to tutejsze gwiazdy, nam wprawdzie nieznane ale widzimy jak reagują miejscowi. Niestety dwójka z nas już śpi i to snem kamiennym, decydujemy o odwrocie. Najwytrwalsi zostają. Ale i tak nie do końca, nawet najbardziej wytrzymałym zabraknie sił by wytrwać do końca. Przegrywamy walkę ze snem i wracamy przed końcem koncertu do hotelu. Choć serce zatrzymałoby się w wielu barach, które mijamy, bo tu radośnie gadają, a tam grają, tu zespół tańczy, tam grają na trąbkach, jednak rozum nakazuje nam potulnie wrócić do hotelu i odespać zarwaną noc a dla wielu z nas już dwie, bo musieliśmy z kilku miast dotrzeć na bardzo wczesny lot z Krakowa.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: