Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Węgry 23-30.08.2017

A Budapeszt jest ok!

28-08-2017

W Egerze szukamy miejsca gdzie możemy zjeść śniadanie, sporo tutaj jadłodajni ale nie wszędzie chcą nas przyjąć, wreszcie odesłani przez jedną z mieszkanek Egeru trafiamy do piekarni i tu czeka na nas pyszna kawa, czekolada i kanapki oraz słodkie rogaliki. Zaczynamy smacznie dzień. Eger to piękne miasteczko, które z pewnością warto zobaczyć. Poza tym po ilości napisów i oznakowania po polsku wydaje się być ulubionym miejscem Polaków, których zresztą spotykamy tutaj na każdym kroku.

Do środka zapraszają winnice, kuszą sklepy z pamiątkami, jest kilka kościołów, piękne podziemia i oczywiście górujący nad okolicą zamek. Około południa startujemy w stronę Budapesztu. To nasz ostatni przystanek na trasie.

Lokujemy się w hotelu nad samym Dunajem, rozpoznajemy okolicę i idziemy do miasta. Nieopodal nas jest hala targowa, gdzie na pierwszym piętrze mamy wspaniałą jadłodajnię i dopiero tutaj odkrywamy jak powinien smakować prawdziwy węgierski gulasz czy langosze. Mało tu miejsca i bardzo tłoczno, ale jedzenie wyborne. By jakoś pogodzić interesy dużych i małych decydujemy się na opcję zwiedzania miasta busem, wskakujemy i wyskakujemy na określonych przystankach. Nie jest to z pewnością rozwiązanie idealne ale nie mamy sumienia by ciągać maluchy pieszo po mieście. I tak szukamy stale jakichś udogodnień dla dzieciaków.

Z pomocą przychodzą nam lody, place zabaw, sklepiki z pamiątkami, parki, wybrzeże, pomniki z rycerzami i bohaterami, jakoś udaje się nam poradzić sobie w terenie.

Na sam koniec fundujemy sobie przejażdżkę po okolicy robiąc pętlę i oglądając wszystko po kolei. Docieramy aż na Wzgórze Gellerta. Przed powrotem znajdujemy nieopodal naszego hotelu całą uliczkę usianą restauracjami i knajpkami. Niestety Węgry Węgrami ale kiedy jako naganiacz wychyla się prawdziwy Włoch z Sardynii i do tego jeszcze reklamuje swojego szefa kuchni  z okolic Neapolu, a przy stolikach siedzą już Włosi zapominamy o gulaszu i langoszach i jemy pastę.

Teraz to mamy wakacje kulinarne.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: