Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Węgry 23-30.08.2017

Węgierskie urodziny na basenie

25-08-2017

Śpię czujnie gdyż Olek zażyczył sonie dokładnie przemyślany scenariusz swoich dzisiejszych urodzin. Oby wszystko się udało, w końcu być czterolatkiem to poważna sprawa. Co najważniejsze udaje się nam obudzić przed Jubilatem, którego zgodnie z życzeniem budzimy wraz z prezentami i gromkim sto lat kiedy jeszcze smacznie śpi.

Okazuje się, że punkt pierwszy zdobyty, tak miało być. Prezenty okazują się dobre, choć jak się okazuje, jeden ze strojów Batmana jest jeszcze na Olka zbyt duży, za to Spiderman leży idealnie, w masce Wadera musimy wydłubać oczy, bo Olek chce mieć szparki na wylot. Nawet nie próbujemy dyskutować, urodziny to urodziny.

Miejsce, w którym śpimy, oprócz tego, że leży w naszych oczach na końcu świata okazuje się podchwycić wątek urodzin Olka i w jadalni na tarasie wiszą urodzinowe baloniki, na stole specjalnie dla nas naleśniki, a pani Elisabeth serwuje ciasteczko czekoladowe oczywiście ze świeczką. Kolejny raz śpiewamy sto lat i niechętnie opuszczamy to ładne miejsce. Było przede wszystkim miło, czysto i szalenie rodzinnie.

W miasteczku jeszcze sennie, pierwsze winnice i piwniczki zaczynają rozstawiać swoje stoły, ławy i krzesła. My przejeżdżamy przez Villany i oznaczoną jako najbardziej malownicza trasą jedziemy dalej. Po drodze charakterystyczna dla tego regiony architektura, małe białe domki, swojskie podwórka, i same winnice. A pola naprzemiennie albo obsadzone słonecznikami, które teraz suszą się na polu i nie wyglądają jakoś szczególnie, albo winorośla, które akurat teraz na kilka tygodni przed zbiorami wyglądają bardzo okazale.

W Siklos mamy zamek, który jest bardzo dobrym pomysłem w kontekście urodzin Olka. Nie ma tu niestety sklepiku z pamiątkami, który okazałby się bardzo na miejscu, bo Olek ma obecnie fazę na miecze, kusze, tarcze, strzały. Na szczęście oprócz komnat, kaplicy i sal tortur jest tu też kącik dla maluchów a tam kredki i zamek, klocki i miecze, tarcze i hełmy, czyli chociaż trochę się broni zabytek.

Przechodzimy sobie po tarasach wiszących, mamy zwodzony most. Na głównym placu odbywają się właśnie próby do wystąpień operowych – tak przynajmniej można to odczytać. Z angielskim nadal kiepsko, kiedy proszą żeby przejść na niemiecki chwilowo też problematycznie. Zostają ręce i nogi i jakoś to będzie.

Wracamy do Villany, na szczęście to tylko kilkanaście kilometrów, bo zapomniałam swoich kolczyków. Te znajdują się szybko i już czekają na nasz powrót.

Długi przejazd bo 2,5 godziny w samochodzie w tak niewielkim kraju to naprawdę dużo. Dzisiaj śpimy w hotelu na obrzeżach stolicy za to z wielkim Aquaparkiem. To kolejny wybieg na trasie by Olek miał wyjątkowe urodziny. Znalazłam hotel  gdzie prócz wielkiego parku wodnego są też pokoje. I taką opcję sobie zafundowaliśmy.

Docieramy akurat na obiad, a potem mamy już zamówiony wcześniej tort i tym samym kolejny raz śpiewamy sto lat, Olek dmucha świeczkę i punkt numer dwa z listy urodzinowej odhaczony.

A teraz kolejna i ostatnia już dzisiaj niespodzianka czyli do nocy zabawy w parku wodnym. Jak się okazuje jako goście hotelowi mamy wstęp zarówno do części ze Spa jak i na baseny. A tu atrakcji nie brakuje, zresztą zorientowaliśmy się już że Węgrzy brak dostępu do morza zastępują sobie łaźniami, termami i kąpieliskami. To szczególne bo z mnóstwem atrakcji dla dzieci zajmuje nas dzisiaj do nocy.  


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: