Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wakacje w Kostaryce 21.06-8.07.2018

Jaco tętni życiem

06-07-2018

Pobudka o wschodzie słońca

Ostatni nasz dzień na Półwyspie Osa. Pakujemy nasze rzeczy, jemy jeszcze miłe śniadanie. Nikogo nie przeraża tutaj 7 rano, dzień zaczyna się wraz ze wschodem słońca, czyli już po 4.

Kiedy spakowani wychodzimy z naszego domku, w Sali zbiorowej pachnie kawą przepuszczona przez skarpetkę, to takie bardzo proste urządzenie, gdzie na kawałku drewienka wisi sobie filtr łudząco przypominający skarpetkę, do środka sypie się mieloną kawę i przelewa wrzątkiem.

Forsujemy rzekę

Dzieciaki zajadają się płatkami, my łapiemy resztki i z bagażem maszerujemy nad wodę, do łodzi. Anna jak się okazuje podróżuje wraz z nami na zakupy do Sierpe, zanim jednak dotrzemy na plażę musimy zejść po kamiennych schodach, co nawet z dzieciakami i bagażami jest dość proste, wyzwaniem okazuje się rzeka, która z małej rzeczki jaką ją pamiętamy sprzed dwóch dni zamieniła się w całkiem wartki potok wody wpływający do oceanu, jeśli Maćkowi woda sięga prawie do pasa to strach pomyśleć co będzie z nami.

Jednak znajdujemy wypłycenie, Basia i Olek zostają przeniesieni a ja sama dzielnie brnę po kolana w wodzie.

Wraz z nami podróżuje jeszcze sporo osób, w tym także wielu miejscowych, którzy w interesach albo na zakupy płyną do Sierpe. Woda dzisiaj w morzu bardzo spokojna, prawie żadnych fal.

Droga do Jaco

Na miejscu czeka nasze auto i jedziemy drogą wzdłuż południowego wybrzeża Kostaryki do Jaco.

Po drodze zatrzymujemy się na śniadanie w znanym już nam miejscu, dzisiaj oglądamy końcówkę meczu a potem idealnie po zakończeniu spotkania wyłączają prąd. I tak zamiast pysznej kawy mamy pyszny wyciskany sok, ale i tak jest wybornie.

Po drodze słuchamy kolejnego audiobooka, i znowu niezastąpiony Jarosław Boberek, w każdym kolejnym miejscu gdzie mamy Internet dociągamy kolejne rozdziały zakupionej książki.

Na ostatni nocleg wybrałam świadomie miejscowość nieopodal San Jose, skąd jutro odlatuje nasz samolot do Polski. Nie chciałam ryzykować ani zbyt długim dystansem do przejechania ostatniego dnia ani noclegiem w samym San Jose, które do pięknych miejsc nie należy.

Jaco to znana miejscowość nadmorska, ulubione miejsce wypadowe dla mieszkańców stolicy. Niedaleko, plaże piękne, choć teraz zimą mocny prąd jak wszędzie w Kostaryce.

Po dotarciu na miejsce okazuje się, że miasteczko tętni życiem, sporo tu sklepików, lodziarni, restauracji a hotel to miły resort z dwoma basenami i dobrą restauracją. Tego nam było trzeba ostatniego dnia.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: