Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wietnam 17.02- 04.03.2020

Hoian

25-02-2020

Gdzie są Basi okulary?

Od rana szukamy okularów Basi, sprawdzamy każdy trop, ale nie udaje się nam ich namierzyć. Zmieniamy także naszego przewodnika, nowy okazuje się od razu na wstępie dużo bardziej pogodny i uśmiechnięty. Przed nami droga do Hoian. Pogoda jak marzenie, dobra widoczność i o to nam chodzi, bo mamy trasę widokową przez góry. Nasz opiekun martwi się, że za wcześnie wyjeżdżamy, bo lunch będzie już o 10:00, ale jak się okaże zupełnie niepotrzebnie się tak zamartwia.

Cudne widoki

Pierwszy nasz przystanek na trasie robimy w bardzo urokliwym miejscu nad zatoką, gdzie stoją domki bungalowy, które pięknie komponują się z całą okolicą, nieopodal ustawiono specjalne huśtawki do zdjęć, na małych tratwach w wymyślnych kształtach głównie Azjaci pozują do kolejnych insta-zdjęć. My z rezerwą do płatnych miejsc na zdjęcia, za to z własnym pomysłem na dobre ujęcia, korzystamy z urokliwych landszaftów, a potem zgodnie idziemy na kawę.

Kawa po wietnamsku i perły

Przyzwyczailiśmy się już do kawy pitej po wietnamsku, czyli małej mocnej i czarnej pitej koniecznie z całkiem sporą ilością słodkiego mleka skondensowanego. Nikt nie marudzi, musimy jeszcze pamiętać, że dla Wietnamczyków kawę podaje się raczej zimną niż ciepłą, a my póki co jeszcze wolimy ciepłą.

I kiedy już tak zasiadamy przy stole, a kawa jest na stole, ktoś z nas odkrywa stoisko z perłami, i tego nam właśnie było trzeba. Od razu sznur dziewczyn sunie do pana, który zabawnie opowiada, pokazuje, przymierza, dopasowuje. Od razu humory świetne, zabawa przednia, a i zakupy nie najgorsze.

W nagrodę za udane zakupy od szefa domu grupa zostaje zaproszona na grillowane ostrygi, które podawane tutaj z sosem pomidorowym, prażoną cebulką i orzeszkami ziemnymi smakują nam wszystkim, na zakończenie udanej transakcji szef zaprasza na kieliszek bimbru z pewnością z domowej fabryczki.

Przewodnik nerwowo spogląda na zegarek, bo jesteśmy już mocno po czasie, który ustalił, kiedy wysiadaliśmy z autobusu, za to rozwiąże się problem ze zbyt wczesnym lunchem.

Na ryby...

Wracamy kawałek na parking, skąd przesiadamy się do łódki i płyniemy zobaczyć jak odławia się tu ryby. Julita i Grażyna dają się zaprosić na specjalną drewnianą platformę ustawioną pośrodku wody i mają trudne zadanie, kręcąc nogami i rękami wielkim kołem muszą wyciągnąć wielkie sieci z wody. Połów, choć wolny to dość udany, na dnie wiaderka mamy rybki, a nawet dwa kraby. Po oględzinach i sesji zdjęciowej zwierzaki wracają do wody, a my płyniemy na lunch, mała restauracyjka mieści się na środku wody. Jesteśmy sami, najpierw bujamy się w hamakach i robimy zdjęcia a potem zasiadamy na podłodze przy bardzo niskim stole i czekamy na pierwsze dania. Gotuje pani domu, ale jak. Na stole pojawiają się bardzo smaczne sajgonki, wyborne krewetki, mamy kalmary, świetna zupa, nie możemy się nasycić, warzywa chrupiące i w sosie, wspaniałe jest tu wszystko. Objadamy się nieprzyzwoicie. Na koniec są banany. Wcale nam nie w głowie dalsza droga.

Mijamy Danang

Wreszcie dajemy się namówić i łodzią wracamy do autobusu. Po drodze do Hoian musimy przebić się przez wielkie miasto Danang, nikt z nas nie spodziewał się tak nowoczesnego miasta, i choć słyszeliśmy, że to smok Wietnamu, Miami w Wietnamie to dopiero teraz na własne oczy przekonaliśmy się, że nie ma ani cienia przesady w takich górnolotnych porównaniach. Miasto wygląda naprawdę bardzo imponująco.

Docieramy do Hoian na kilka minut przed 16:00, to istotne, bo tylko do 16:00 duży autobus może wjechać do centrum. Decydujemy się na szybkie zakwaterowanie w nowym hotelu i pędem zbieramy się w hotelu, by wyruszyć do miasta.

Spacer po starówce w  Hoian

Jaka to była dobra decyzja, Hoian od razu rozkochuje nas w sobie, wąskie uliczki, dziesiątki kolorowych lampionów, street food, woda, łódki. A to dopiero co się co będzie działo się po zachodzie. Wraz z przewodnikiem robimy sobie spacer po starówce wpisanej na listę Unesco. Odwiedzamy stary dom kupiecki i pomnik Kazika Polaka, który przyczynił się do odrestaurowania tego miejsca. Zanosimy mu nawet polskie krówki. Robimy pamiątkowe zdjęcia i rośniemy z dumy, kiedy inni przewodnicy oprowadzają swoje grupy podkreślając zasługi Kazika Polaka.

Kawa kokosowa

Mamy ochotę na kawę, na liście, gdzie odkreślamy typowe do Wietnamu dania dzisiaj możemy postawić kolejny haczyk przy pozycji kawa kokosowa.

Smakuje wybornie, serwowana na zimno z lodami kokosowymi idealnie pasuje nam do popołudnia w Hoian. Pięknie robi się ciemno i nagle miasto nabiera zupełnie innego charakteru.

Hoian nocą

Lampiony, którymi obwieszone są drzewa i ulice rozbłyskują teraz kolorowymi światełkami, w oknach sklepików i restauracji lampeczki, gra muzyka, nadal jest gwarno i ciasno, ale jakoś tak inaczej. Spacerujemy dalej, idziemy razem na nocny targ, tutaj wszędzie zmiana warty, na ulicach rozstawiają się wózki z jedzeniem, szybko omiatamy wzrokiem tutejsze dania. Serwuje się naleśniki crepy z nutellą i bananami, smażone żaby i grillowane szaszłyki, jest sporo egzotycznych owoców, pojawia się zupa pho i cao lau tutejsza specjalność. Dzieje się, i my zgłodnieliśmy, wybieramy się na street-food serwowany na małych zydelkach tuż przy samej rzece. Jest smacznie i bardzo swojsko. Wcale nie chce się nam wracać do hotelu i mimo zmęczenia fundujemy sobie jeszcze długi spacer. Zasypiamy z lampionami przed oczami.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: