Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

USA 1-22.08.2009

Kontynuacja parku Yellowstone, przejazd do Crater Lake

12-08-2009

Pierwszy raz jest nam tak zimno. Temperatura w nocy spadła na pewno poniżej 10 stopni. Budzimy się bardzo wcześnie oboje zakopani w śpiwory i nikt nie śmie nawet wystawić kawałka ręki na zewnątrz by zerknąć na zegarek, która jest godzina. Wyczekujemy na budzik, Maciej nadal zacięcie przygotowuje się do maratonu. Jednak 6 rano jak ustawił budzik wydaje się być porą polarną. Zaczyna biegać dopiero ok. 7.30. Ja w tym czasie składam nasze obozowisko, najpierw jednak rozgrzewający gorący prysznic. Słońce jest już bardzo ostre, ale temperatura nadal niska. Jesteśmy gotowi do drogi. Wracamy najpierw do miasteczka przed wjazdem do Parku Yellowstone. Nie udało się nam wczoraj zwiedzić wszystkich najważniejszych miejsc widokowych. Najpierw jednak robimy zakupy w miejscowym markecie i znajdujemy tuż za wjazdem do parku miejsce piknikowe. Nad samą rzeką. Gęsto także dzisiaj w parku, nie na darmo jest to jeden z trzech najczęściej odwiedzanych parków w Stanach. Pierwszym naszym punktem na dzisiaj są wodospady. Nie idziemy na łatwiznę i nie skupiamy się tylko na punktach widokowych, ale wybieramy opcje z kilkumilowym spacerem przez las. Nie spotykamy zbyt wielu piechurów. Wodospady tworzą dzisiaj całkiem ładny widok, tym bardziej, że na niebie duże pojedyncze pierzaste chmury i słońce raz się za nimi chowa, a potem zza nich wychyla i dzięki temu na wodzie i w kanionie powstają geometryczne cienie. Drugą atrakcją są baseny z bulgoczącą wodą i zwapniałymi naciekami. Tu sporo ludzi, my także idziemy na spacer. Ładne widoczki z prawej i z lewej. Trochę przypomina to Kapadocję. Ale tylko trochę… Powoli czas na pożegnanie z Yellowstone. Na pewno park wart zobaczenia i jedyny jak dotąd, który zajął nam tyle czasu. Ale słusznie bo jest tu co oglądać. Przy drodze w lesie stoi mała gromadka gapiów z mini aparatami. Wszyscy podekscytowani patrzą jak zahipnotyzowani w jedną stronę i stale powtarzają: niedźwiedź, niedźwiedź. Wpatruję się i ja w ciemny punkt przed nami. Właściwie są to dwie czarne pupy niedźwiedzi, które przerażone zgrają gapiów powoli i dostojnie znikają za pagórkiem. Ale fakt zostanie faktem: kawałek dwóch niedźwiedzi czarnych widziałam. Piękne pożegnanie z parkiem. W miejscowości przy wjeździe chwila na Internet i odpoczynek przed bardzo długim przejazdem. Przed nami najdłuższy z możliwych przejazd do Crater Lake. Opuszczamy park i przemieszczamy się na zachód w kierunku oceanu. Zaglądam na mapę, w tabeli z kilometrami porażająca liczba 940 mil, czyli ok. 1600 kilometrów. Nie ma co, trzeba jechać. Pierwsze 300 mil jadę ja, dość łatwo i w miarę przyjemnie bo same autostrady, poza tym wykorzystuję dzień przed zmierzchem. Potem zmiana i jedzie Maciej i znowu 300 mil. Środek nocy, oczy nam się kleją. W powietrzu wisi rozwód i zakończenie wakacji… Robimy postój w głuszy i nocy na poboczu. Wyciągamy śpiwory i śpimy jak niemowlęta.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: