Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 8.02.-1.03.2011

Dalsze zwiedzanie Bangkoku

11-02-2011

Dziś budzik zadzwonił o 7:00. Po obfitym śniadaniu udaliśmy się na zwiedzanie najważniejszych świątyń Bangkoku. Pierwsza w programie miała być Benchamabopitr. Niestety okazało się, że wyjątkowo tej świątyni nie możemy zwiedzić, gdyż od kilku dni odbywają się w jej okolicy protesty i manifestacje związane z zaostrzoną ostatnio sytuacją Tajsko- Kambodżańską. Nie chcąc narażać się na niepotrzebne problemy udaliśmy się do innej znanej świątyni – Wat Sutat, w której to obserwować można było piękny, 5 metrowy posąg  pozłacanego buddy, pierwotnie jednak wykonanego z brązu. Naprzeciw  tej świątyni można było zobaczyć ok. 8 metrowe slupy, służące kiedyś jako gigantyczna huśtawka. Jej znaczenie było bardzo ważne dla mnichów, gdyż wierzyli oni, że im wyżej huśtawka wzniesie się ku niebu, tym bardziej pomyślny będą mieli kolejny rok. Pierwsza świątynia zrobiła niemałe wrażenie na grupie. Pierwsze wątpliwości co do zasad buddyzmu również zostały rozwiane. Pełni sił na nowe doznania w Bangkoku udaliśmy się do kolejnego celu naszej dzisiejszej wycieczki tj. świątyni leżącego buddy „Wat Po”. Nietrudno jest zachwycić się nad tak pokaźnym posągiem, 46 metrów długości, 15 wysokości, stopy pokryte masą perłową i by dodatkowo przyciągnąć turystów jak w każdej świątyni - wróżby. Tu  Za 20 Bhatów kupuje się monety, które wrzuca się po kolei do specjalnie do tego przeznaczonych mis. Gdy dojdzie się do ostatniej, życzenie na pewno się spełni. Gdy ktoś chciałby natomiast złożyć darowiznę, może wybrać między skrzynkami z pieniędzmi dla ludzi chorych, starszych, biednych studentów bądź innych potrzebujących. Nasza grupa, mimo skromnej ilości osób, skorzystała z obu możliwości, część pomagała – Krysia, część walczyła o spełnienie życzenia – Maria i Bogusia, a jeszcze inni, np. Ludwik czy Ula, poświęcili się namiętnemu robieniu zdjęć. W tym kompleksie świątynnym poznaliśmy również historię powstania szkoły masażu tajskiego, zobaczyliśmy święte drzewo pod którym rzekomo urodził się Budda, poczym udaliśmy się już w kierunku siedziby Pałacu Królewskiego. Tu różnorodność i obfitość dekoracji świątyń, najróżniejszych posągów, architektura budynków, wszystko robiło niesamowite wrażenie. W części zewnętrznej oglądaliśmy jedną z najważniejszych dla Tajów, świątynię szmaragdowego Buddy (Wat phra kaeo). Nie bez przyczyny mówiło się na niego często cudownym Budda. Mimo swych niewielkich rozmiarów (66 cm) lecz z przepięknie przyozdobioną złotą szatą, zielony posążek wręcz hipnotyzował niezliczoną liczbę gapiów. W części centralnej pałacu, zza bramy spojrzeliśmy na wybudowany w stylu renesansu francuskiego gościniec królewski. W części wewnętrznej zaś godnymi uwagi były przede wszystkim: sala tronowa, gdzie koronowany był również teraźniejszy król Rama IX jak i sala pogrzebowa, gdzie ostatnio rok temu składano ciało siostry króla Bhumibola, by tam czekało na dzień, w którym odbędzie się kremacja. Trudno nie zachwycić się Pałacem Królewskim, mimo iż od czasu panowania Ramy IV (Dynastii Czakri) pojawiło się tam sporo architektury europejskiej, szczególnie angielskiej, do której ówczesny król miał słabość.

Lunch zjedliśmy w restauracji na łodzi, gdzie w bufecie można było wybierać między kurczakiem z nerkowcami, kurczakiem w sosie curry, wieprzowinką w sosie własnym, smażonymi warzywami, a na deser owocami tropikalnymi. Grzechem byłoby powiedzieć, że się nie najedliśmy. W bufetach zawsze panuje zasada: jesz tyle ile masz sił i ochoty. Tak więc spróbowaliśmy najróżniejszych dań, z czego np. Krysi najbardziej smakował świetnie przyrządzony sos rybny z ryżem, Ludwik zaś skusił się na typową tajską zupę. Do popicia oczywiście tajskie piwo. Ostatnią świątynią dzisiejszego dnia była Świątynia złotego buddy (Wat Traimitir). Tym razem 3 metrowy budda, w pełni złoty, ważący ponad 5 ton siedział na wysokim postumencie w pozycji lotosu otoczony jak zwykle tłumem turystów. Gdy cała grupa się odnalazła zrobiliśmy sobie przerwę w zwiedzaniu świątyń i pojechaliśmy do szlifierni kamieni szlachetnych. Tam puszczono nam krótki film o wydobywaniu kamieni i przyglądaliśmy się również na żywo jak są one szlifowane i przygotowane na biżuterię. Następnie oczywiście przyszedł czas na zakupy. Tym razem jednak nikt nie skusił się na piękny rubin, szafir bądź szmaragd. Może następnym razem. Przed nami jeszcze długa drogaJ Nadeszła pora by wrócić do hotelu na sjestę. Mieliśmy ok. 3 godziny wolnego czasu. Ula, ja Ludwik i Krysia udaliśmy się ponownie na basen, by orzeźwić się po upalnym dniu. Czas mijał tak miło i szybko, że wkrótce wybiła 19:00 czyli czas ponownego spotkania z przewodnikiem. Maria i Bogusia już czekały na dole, wsiedliśmy do minibusa i udaliśmy się na uroczystą kolację, podczas której oprócz tradycyjnego jedzenia (rosołek tajski, sajgonki, kurczak w liściach bananowca itp.),przyglądaliśmy się słynnej w Tajlandii historii „RAMAKIEN”, którą młodzi Tajowie i Tajki prezentowali w formie tradycyjnych tańców a akompaniowała im dodatkowo muzyka grana na żywo. Tym miłym akcentem zakończyliśmy dzisiejsze zwiedzanie i o 21:30 pożegnaliśmy się z Ekiem. Na koniec zdecydowaliśmy że zrobimy sobie spacer po położonej niedaleko ulicy ”z panami dla panów”. Było tam mnóstwo klubów go go, gdzie prezentowali się i zapraszali na pokaz młodzi chłopcy, bądź transwestyci. Po raz kolejny pojęcie sex turystyki znalazło swe odzwierciedlenie na żywo. Cóż, przecież Tajlandia to w znaczeniu dosłownym „Kraj ludzi wolnych” dalej mówiąc ludzi wiecznie uśmiechniętych. Dlaczego więc mieli by zrezygnować z jakichkolwiek uciech? Po krótkim spacerku znaleźliśmy się z powrotem w hotelu, gdzie czas było pożegnać się po już drugim dniu podróży. Pozdrawiamy!!:)


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: