Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Nowa Zelandia i Australia 27.10.- 23.11.2011 (27)

Zwiedzanie Hongkongu

28-10-2011

Jesteśmy gotowi do drogi. Tym razem najpierw leci Warszawa, potem prawie równocześnie startują Gdańsk i Wrocław. Mamy już potwierdzenie, że dolecieli, a Poznaniacy dopiero zbiórka na lotnisku. Wszyscy oczywiście w świetnych humorach, tym bardziej, że niektórzy z nas szykowali się do tej wyprawy długie miesiące a nawet lata. A teraz jesteśmy na początku naszej podróży marzeń. Odprawa bez najmniejszych kłopotów, wprawdzie pani nadaje nasze bagaże na inny lot niż właściwy, ale szybko dostrzega pomyłkę i jeszcze przed odlotem zmienia numer lotu na etykietkach. Pierwszy najkrótszy lot napawa optymizmem i szybko mija. Meldujemy się we Frankfurcie o czasie. Niestety musimy jeszcze odebrać karty pokładowe na kolejne loty i na krótko przed odlotem spotykamy resztę ekipy przed bramką odlotu do Hongkongu. Pierwsza próba charakterów, przed nami 11 godzin w samolocie. Jesteśmy trochę rozrzuceni. Niektórzy z nas czytają, inni śpią, reszta spaceruje. Staramy się znaleźć sobie zajęcie. Czas wlecze się niemiłosiernie, ale póki co nadal dzielnie znosimy podróż.

Decyzją jednogłośną jeszcze w Polsce postanowiliśmy wybrać się do miasta. Niektórzy z nas Hongkong odwiedzili już wcześniej, dla pozostałych to premiera. W Chinach miła niespodzianka, 28 stopni, piękne słońce, oczywiście jesteśmy w pełni przygotowani na zmianę temperatur. Szybko przepakowujemy nasz bagaż, zostawiamy rzeczy zimowe w przechowalni bagażu i  udajemy się na stację kolejki a stąd wprost do miasta. Tu mamy wykupione bilety na autobus wycieczkowy, którym objedziemy najważniejsze miejsca w mieście.  Miasto dzisiaj w pełnym słońcu robi na nas ogromne wrażenie, usadawiamy się w piętrowym busie bez dachu i z wiatrem we włosach suniemy przez wąskie ulice miasta pośród kilkunastopiętrowych wieżowców. Pierwszy przystanek to Wzgórze Wiktorii, tu spacer, kawa, zdjęcia. Potem Dzielnica Rozrywki i obiad. Wybieramy Tajów, wszędzie dekoracje Haloween. Tajowie uwijają się przy nas jak w ukropie, wyciskają łzy B i Zosi, serwując super pikantną sałatkę. Marek nie mieści się w lokalnej maleńkiej klaustrofobicznej toalecie, pan kelner specjalnie asystuje Mu i przeprowadza do przybytku u sąsiadów.
 
Wzmocnieni o makarony, zupy i sałatki oraz piwo maszerujemy dalej. Ponieważ w międzyczasie miasto zakorkowało się całkowicie decydujemy się na spacer po mieście by dotrzeć do przystani. Idzie nam bardzo sprawnie i ubiegamy autobus, który żółwim tempem sunie po ulicy. Tu szybciutko korzystamy z okazji by dotrzeć do zatoki Aberdeen i sampanem podpłynąć do wiosek rybackich i zerknąć jak wygląda życie na łódkach. Potem dzielimy się na grupy i część z nas mająca już Hongkong mocno w nogach wraca na lotnisko, a reszta kontynuuje jeszcze zwiedzanie, przeprawiając się promem do Kowloon i oglądając rozświetlone drapacze chmur w Hongkongu już po zmierzchu.
Przydała się nam ta przerwa. Przygotowani na drugi długi lot zajmujemy miejsca w maszynie. Marzy się nam zasłużony sen. Długi pierwszy lot, przesunięcie czasu o 6 godzin i całodzienne zwiedzanie – sporo tego jak na pierwszy atak.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: