Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Nowa Zelandia i Australia 27.10.- 23.11.2011 (27)

Park Narodowy Abel Tasman, kajaki morskie

08-11-2011

Startujemy znowu dość wcześnie, bo na dzisiaj zafundowaliśmy sobie kajaki. Po raz pierwszy każdy z nas pływać będzie kajakami morskimi po oceanie. Miejsce wyjątkowe i jedna ze specjalności na nowozelandzkich. Tym razem Wyspa Południowa i Park Narodowy Abel Tasman. Dzieli nas około godziny drogi. Startujemy w trzy autka, Anioły zostają w hotelu. Mają sporo planów na dzisiaj, spacery, dobre jedzonko, odpoczynek.

Pogoda bardzo obiecująca, nadal trzymamy kciuki za słońce na trasie.
Docieramy na miejsce jako jedna z pierwszych grup. Pan przewodnik bierze się bardzo poważnie za nasze szkolenie. Najpierw stroje, potem omówienie sprzętu, pływanie na sucho, przymierzanie się do łódek, itp. Wreszcie gotowi do drogi jedziemy busikiem nad wodę. Tu dzielimy się na dwójki i ruszamy. Maciek H. jest bez pary, dostaje jedynkę.
W tę stronę idzie nam bardzo wprawnie. Fala mała, pogoda super, widoki rzeczywiście nieziemskie.
Zatrzymujemy się na plaży, zajadamy nasze drugie śniadanie. Smakuje tu dużo lepiej niż na lądzie. Woda nie jest zbyt ciepła, więc na kąpiele w oceanie się nie zanosi. Ale i tak kajaki to był bardzo dobry pomysł. Za nami dwie godziny wiosłowania, nie poddajemy się jednak i zmierzamy w stronę cypla, gdzie będziemy szukać fok. I są pływają nawet bardzo blisko naszych kajaków. Robimy kolejne dziesiątki zdjęć i płyniemy dalej. Dwa kajaki Aga i obu Maćków decydują się na rejs wokół wyspy. Dzisiaj odkrywamy nowy talent Maćka M. śpiewa cudnie. Jego głos niesie się fantastycznie ponad toń wody.
Droga powrotna nie idzie nam już tak gładko jak wcześniej. Bolą ręce, są pierwsze odciski i choć motywujemy się wzajemnie to droga się dłuży. Wreszcie przybijamy do brzegu i tak warto było.
Bardzo się nam podobało. Po kajakach czas na jedzonko i znowu tym razem szukamy czegoś dla wielbicieli piwa. Winnic już było kilka na trasie, a piwa póki co mało. Na trasie gdzie wokół nic i nikogo mała restauracja i mnóstwo piw, B próbuje ich wszystkich. Są ciemne i jasne, słodkie i gorzkie, my delektujemy sie lemoniadą i różową panterą o smaku malinowym.
A jeszcze na deser wreszcie po raz pierwszy oryginalna pavlowa z bezami i truskawkami. Nasze autko kusi się na wycieczkę najdalej na północ. Ma być latarnia morska, ale na miejscu okazuje się, że mamy zbyt mało czasu by do niej dotrzeć. Ale dla widoków i tak warto było tu dojechać. 


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: