Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

USA 4-24.09.2012

Wielki Kanion, Indianie Hualapui, Williams

08-09-2012

Wielki Kanion - jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc na świecie, uznawany za cud przyrody, do dziś badany przez wielu naukowców. Dzisiaj to my mieliśmy przyjemność, znaleźć się na szczycie płaskowyżu i obserwować krętą drogę rzeki Kolorado w Kanionie o głębokości osiągającej w niektórych miejscach ponad 2 km. W centrum turystycznym część z nas kupiła bilety na przelot helikopterem, ja z resztą pojechałam do pierwszego punktu widokowego – Eagel point. Do wszystkich punktów widokowych turystów podwożą wesołe busy. Odpowiednio ubrani strażnicy zarażają pasażerów energią, radością i z typowym amerykańskim optymizmem opowiadają o kolejnych punktach zwiedzania. Gdy dojechałam do pierwszego punktu z resztą grupy, poszliśmy na taras widokowy. Nie wszyscy się zdecydowali, jednak ci co byli, porównali swoje wrażenia do lotu samolotem. Taras w kształcie podkowy, zbudowany na długość 20 metrów od krawędzi kanionu, jest w pełni przeszklony, przez co stojąc na nim, ma się wrażenie wiszenia nad przepaścią. Niestety nie można robić tam zdjęć, dlatego Ci, którzy lecieli helikopterem, cieszyli się, że mogli zrobić zdjęcia z góry. Reszta grupy również nie narzekała na atrakcje. Zwiedziliśmy wioską Indian, przyglądając się poszczególnym namiotom, po czym wesołym autobusem ruszyliśmy do guano point.

Osoby lubiące spacery, odnalazły się w tym miejscu. Z dwóch stron kanion kolorado, a na wprost trasa widokowa aż do końca płaskowyżu, gdzie można było zobaczyć pozostałości po stacji kolejki linowej, która działała tu w XX wieku. Część grupy była już zmęczona upałem, gdy zrobiliśmy sesję zdjęciową wróciliśmy więc do centrum turystycznego. Zbyszek, Zosia i Beniu zostali na zakupach. My zaś pojechaliśmy zobaczyć rancho Indian Hualapui, których rezerwat mieści się na terenie tego parku. Nie pożałowaliśmy. Przywitali nas kowboje strzelający ze ślepaków, szeryf sprawdzający czy nie jesteśmy przestępcami, a w lokalnej knajpce zamówiliśmy wieprzowinkę w barbecue. Czas jedzenia umilał nam kowboj śpiewając i przygrywając na gitarze.

Na powrotny autobus wróciliśmy spóźnieni 5 minut, co wystarczyło by przewodnik grupy chińskiej, która z nami jechała, puścił w naszą stronę wiązankę chińskich słów. Koniec końców, po krótkiej wymianie zdań, dostaliśmy oklaski za przybycie od grupy chińskiej (bali się, że nie dojedziemy).
Wrażeń po kanionie mnóstwo, niestety do miejscowości Williams czekała nas jeszcze długa, 3 godzinna droga. Wymęczeni, ale wszyscy wytrwali do końca. Szybkie dobranoc i część wybrała się jeszcze na kolację, reszta natomiast zadowolona wróciła do swych pokoi.Pozdrawiamy!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: