Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Etiopia 2014

Wspinaczka na wulkan

16-11-2014

Dziś dzień wspinaczki na wulkan. Nasz dotychczasowy obóz w wiosce Afarów zamieniamy na kamienne domki u podnóża Erta Ale. Ruszamy po południu kiedy temperatura spada do znośnych trzydziestu kilku stopni. Trasa nie jest stroma ale i tak niezwykle męcząca. Każdy krok musimy stawiać uważnie bo idziemy po kruchych jęzorach zastygłej lawy. Erta Ale wybuchła ostatnio w 2005 roku. Większość trasy pokonujemy już po ciemku oświetlając sobie drogę czołówkami. Naprawdę nie jest lekko.

Kiedy docieramy na górę i zrzucamy plecaki większość z nas z trudem łapie oddech. I tylko wielbłądy, które niosły nasz prowiant i materace wydają się nie zmęczone. Posilamy sie tuńczykiem z puszki i herbatnikami i ci co mają jeszcze siłę schodzą w dół krateru aby po kilkuset metrach zobaczyć imponujące jezioro czerwonej i bulgoczącej lawy. Musimy ubrać koniecznie maski gazowe, które wcześniej wręczyli nam przewodnicy bo siarkowe wyziewy z wulkanu sprawiają, że człowiek omdlewa. Wyglądamy jak grupa desantowa. A tymczasem Erta Ale przygotowała dla nas show - tu i ówdzie przelewająca się lawa strzela w górę wysokim na kilka metrów strumieniem. Gorącym i rozżarzonym. Podmuchy gorącego powietrza czujemy nawet my stojąc na krawędzi krateru.

Później wracamy do naszych kamiennych chatek. Wpychamy po kilka materacy wprost na podłodze i wyczerpani zasypiamy natychmiast. Ale tylko do czwartej. Część z nas może jeszcze raz zejść w dół kaldery, a potem wszyscy razem zaczynamy odwrót z wulkanu. Zejście zajmuje nam 3 godziny. Ostatnie kilometry pokonujemy już w blasku wschodzącego słońca. Razem ze słońcem pojawia się upał i nieznośne, wszędobylskie muchy. Na szczęście nasz kucharz czeka na nas na dole z naleśnikami i gorącą kawą. Po śniadaniu zaczynamy długi i bardzo męczący przejazd przez pozostałą część Danakilu.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: