Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wenezuela 1-19.02.2015

Egzotyczne Walentynki

14-02-2015

Walentynki, tutaj obchodzone z kwiatkami, misiami, serduszkami. Widać, że jest święto do tego sobota, na ulicach zakochane pary w czułych uściskach. My dzisiaj w planach mamy deltę rzeki Orinoko. Najpierw musimy jednak do niej dojechać, na miejscu pakujemy się do super szybkiej łódki i pędzimy bardzo szybko do wąskich odnóg Orinoko. Zaczynamy od bardzo smacznego posiłku, ryba lau lau w sosie curry, do tego pyszna sałatka i arbuz na deser. Posileni, obfotografowani z oswojonym tukanem ruszamy dalej. Wpływamy w wąskie kanały, tu odwiedzamy jedną z rodzin, która przygotowała autentyczne indiańskie wyroby na sprzedaż, przy okazji zaglądamy pod wiatę z hamakami i dwoma łóżkami, która jest ich domem. Na kupie mieszkają tu dwie rodziny, kaczki, kury, psy wychudzone jak nigdzie dotąd, jest kot, małe poletko trzciny cukrowej i bananowców. Bieda aż piszczy. Zakupy udane, zatem przyczyniamy się choć odrobinę do polepszenia bytu na kilka dni. Dalej czekają na nas wspaniałe widoki, palmy z długimi liśćmi kołyszące się nad brzegiem zarośniętej rzeki, wielkie połacie hiacyntów wodnych przepływających wraz z nurtem rzeki, wspaniałe widoki przed nami i za nami.

Nasz kapitan zarządza przerwę na łowienie piranii. Cóż pora jak na ryby dość dziwna bo kilka minut po południu, ale może piraniom jest wszystko jedno. Udaje się na szczęście złowić dwie ryby, które oglądane z bliska, szczególnie ich zęby robią wielkie wrażenie. Oczywiście darujemy im życie i płyniemy dalej. Klemens znajduje dla nas kwiat kakaowca a potem wspólnie szukamy ptaków czenczena. Podpływamy do krzaków gdzie gniazdują, ale jest zbyt ciepło i ptaków nie widać, dobrze, że jesteśmy z natury ciekawscy bo nie dajemy za wygraną zbyt szybko i jak się okazuje w tym cały sukces, bo ptaki pochowały się w zarośla i teraz usłyszawszy nasze głosy wylatują jak poparzone, a nam w to graj bo mamy piękne zdjęcia na wyciągnięcie ręki.

Robi się późno, a przed nami jeszcze kawał drogi, zatem do łodzi, potem do wozu i jedziemy do Maturin. Tu mamy nasz dzisiejszy nocleg. Trochę nas przeraziło same miasto, którego centrum okazało się całkiem zablokowane przez paradę karnawałową i przyszło nam przejechać je od tyłu, ale nasz hotel okazał się całkiem nowym budynkiem. Oczywiście jak zwykle oprotestowaliśmy klimatyzację, ale kolacja była jedną z najpyszniejszych.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: