Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wenezuela 1-19.02.2015

Salto Angel nasz!

13-02-2015

Dzisiaj trzynasty ale na pewno nie pechowy, dzisiaj nasz upragniony dzień, wybieramy się by polatać nad Salto Angel i zobaczyć go z bliska.

Najpierw jednak śniadanie i znowu droga na lotnisko. Mieliśmy wylecieć o 8.30. Mieliśmy, jak docieramy na lotnisko okazuje się, że naszej awionetki jeszcze nie ma, mało tego dopiero co wyleciała, oby, z Ciudad Bolivar i będzie tu za 40 minut. Zamiast czekać na lotnisku wybieramy się na zakupy, od razu celujemy na jedyną tutaj galerię. Musimy czekać na jej otwarcie, bo nikt się spodziewał się klientów bladym świtem. Jak się okazuje właścicielką jest Amerykanka która od 30 lat mieszka tutaj.

Szalejemy wśród regałów, wyszukujemy całkiem ciekawe, niektóre nawet całkiem duże rzeczy. Przy płaceniu jest dość opieszale, żadnych rabatów, pani nie jest zbyt uprzejma, a na koniec pokazuje nam plik zarobionych pieniędzy fukając i prychając, że tak niby mało w przeliczeniu to tylko 40 dolarów. Wszystko zależy po jakim kursie pani je przelicza, a po drugie krzywi się bardzo kiedy owijamy nasze pakunki taśmą, pewnie to też deficytowy towar jak wszystko tutaj.

Po niezbyt miłym przyjęciu wracamy na lotnisko, awionetka już jest, teraz tylko należy odczekać procedury wpisowe, lotniskowe i wiele innych i możemy lecieć. Wśród regałów z koralikami udaje się nam przez przypadek spotkać ojca misjonarza Polaka Macieja Popiołka, który z radości, iż spotkał polską grupę wdaje się z nami w bardzo miłą pogawędkę. Opowiada jak Wenezuela zmieniała się przez ostatnich 13 lat, historię opatrza swoim bardzo celnym komentarzem. Szkoda, że pilot woła pierwszą czwórkę do samolotu, chętnie posłuchalibyśmy opowieści do końca. Zostawiamy nasze Koleżeństwo które obiecuje nam zreferować temat po przylocie, a my zajmujemy miejsca w awionetce. I lot od samego początku do końca jest bajkowy. Chmury rozłożyły się dzisiaj niczym płatki waty cukrowej zaczepiając się na szczytach pojedynczych szczytów tepuy. Wyglądają bardzo urzekająco, pilot leci pewnie i dość powoli byśmy mogli nacieszyć się widokami, kiedy zbliżamy się do wodospadu Anioła nawraca kręcąc dwa kółeczka by każdy z nas mógł go zobaczyć z bliska. Widok jest imponujący, szczęściem naszym okazał się wczorajszy krótki deszcz, dzięki któremu jest więcej wody w wodospadzie i choć na samym dole to już tylko mgiełka to kilometr spadającej wody cienką strużką robi ogromne wrażenie. Do tego tęcza, która rozpięła się dokładnie na wodospadzie i zieleń oraz błękit dookoła. Cudo.

Trzymamy kciuki, że i drugi lot będzie równie udany – i tak jest.

Zadowoleni wracamy na krótki odpoczynek do lodży, tu jemy także obiad, płacimy nasze rachunki i wracamy na dobrze znane nam już lotnisko. A musimy jeszcze dodać, że w oczekiwaniu na nasze loty widokowe czas umilała nam bardzo profesjonalna acz młoda orkiestra dzieciaków z miejscowych wiosek. Grali standardy muzyki klasycznej i to bardzo udanie, szkoda, że w tle zagłuszał ich warkot silników samolotów.

W Puerto Ordaz czujemy się jak u siebie, na kolacji w centrum handlowym widzimy jak wygląda tutejszy moloch. Zakupy jednak średnio udane.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: