Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Chiny 10-25.09.2007

Xian, Szanghaj

18-09-2007

I pociąg nocny do Xi'anu. Nie wierzyłam dotąd, że w czteroosobowym przedziale zmieści się nas aż 12. I jak nam tam było przyjemnie! Poranek w Xi'anie okazał się bardzo słoneczny i miły. Mimo lekkiego niedospania program bardzo napięty. Armia terakotowa - od niej zaczęliśmy. Podobała się nam bardzo. Równie jak Dzielnica Muzułmańska i zakupy na tamtejszych straganach. Pojawiły się pierwsze pamiątki: zielona herbata, torebeczki, koszulki, figurki żołnierzy... Kolacja iście pierożkowa. Naliczyliśmy aż 21 różnych pierożków. Na sam koniec show. Ale przed tym gromkie sto lat dla naszego Jubilata Rysia H. Niespodzianka nam się udała.

A dziś od rana rowery! Ruszyliśmy wcześnie, żeby Mury Miejskie mieć tylko dla siebie. Dosiedliśmy rozklekotane maszyny i w drogę. Marysia i Paweł oraz Ania z Markiem postanowili pospacerować i czekać na nas. A my, pozostawieni bez Aniołów (Ania i Marek mają takie nieziemskie nazwisko) wpadliśmy na przekorny (żeby nie rzec diabelski pomysł) i wbrew zakazom naszej chińskiej przewodniczki ruszyliśmy dookoła Murów. Szło dobrze, aż do momentu, kiedy okazało się, że dalej nie można, roboty na murze i droga nieprzejezdna. Klops. A czas goni. Szybko oddaliśmy rowery w najbliższym punkcie i biegiem z murów na dół i do taksówek. Zatrzymywaliśmy je na środku ronda i tamże także wsiadaliśmy. Rezultat: wszyscy jesteśmy znowu w komplecie. Po krótkim prysznicu ruszamy w drogę na lotnisko. Przedtem obiad. Dzisiaj bardzo nietypowo każdy z nas gotować sobie będzie swoją własną zupę: hot pot. Na stołach zastaliśmy pokrojone w cieniutkie paseczki warzywa, długi makaron, mięsko, jaja. Wszystko surowe gotowe do gotowania w kociołkach, gdzie wrzała już gotująca się woda. Doprawiliśmy ją mieszanką znanych sobie tylko kompozycji przyprawowych i zaczęliśmy kucharzyć. Mnóstwo było śmiechu i radości. Większość z nas gotowała na stojąco, żeby łatwiej było sięgać pałeczkami po składniki i wygodnie mieszać je w kociołkach. Efekty były zaskakujące: niektórzy z nas odkryli w sobie talent kucharski. Po przelocie do Szanghaju przywitało nas nawet lekko niebieskie niebo i wysoka temperatura oraz wilgotność. Dzięki sprawnej organizacji do miasta dojechaliśmy najszybszym na świecie pociągiem Maglev. Nie zdążyliśmy się rozsiąść a tu już trzeba było wysiadać. I oczywiście pół godziny czekaliśmy na jadący za nami autobus. Kolacja i wjazd na Wieżę Telewizyjną: Perłę Orientu. Widok oszałamiający. Rozświetlona panorama na całe miasto. Dobra widoczność i miliony kolorowych neonów. Po zakwaterowaniu w hotelu niektórzy z nas nie poddali się i ruszyli w miasto (Jadwiga, Krystyna, Ewa, Sylwia, Irek i Estera). Taksówkami dotarliśmy do znanej bar street, gdzie nikt nie myślał wcale o spaniu mimo dość późnej pory.

Kolejny cały dzień w Szanghaju zaczęliśmy od wizyty w Świątyni Nefrytowego Buddy. Następnie przejechaliśmy do Pudongu i wjechaliśmy na Wieżę Jinmao. Dzisiaj widoczność była  już niestety o wiele słabsza i widoki dużo gorsze niż ostatniej nocy. Jedwab i jedwabniki, krótki lunch i spacer po ulicy Nankińskiej - wczoraj najbardziej z pewnością zatłoczonej ulicy w mieście. Strumień ludzi przelewał się w jedną i drugą stronę. Wtopiliśmy się w ten tłum i tak jak wszyscy spacerowaliśmy walcząc o skrawek chodnika. Po kolacji na zakończenie dnia przyjemny rejs nocą po rzece Huangpu. Jeszcze raz piękny widok na oświetlone Nabrzeże Szanghaju i dzielnicę Pudong. Seria zdjęć i wreszcie po całym dniu wróciliśmy do hotelu. Przyjmijmy wersję, że wszyscy zgodnie z obietnicami poszli grzecznie spać.

Przed nami kolejny dzień w Szanghaju. Na dziś zaplanowaliśmy zdecydowanie mniej zajęć. Na sam początek dnia Muzeum ze swymi wspaniałymi zbiorami. Przyjemny chłód klimatyzacji w porównaniu do żaru lejącego się z nieba na zewnątrz i stare eksponaty zajęły nas całkowicie. Przez półtorej godziny oglądaliśmy z dużym zaciekawieniem kolekcje. Przebijając się przez miasto dotarliśmy do Starego Miasta. Tu na prawo i lewo kusiły nas lampiony, szale, chusty, dzbanki, filiżanki, smoki chińskie, pałeczki i wiele innych rzeczy. Jednak udało się nam dotrzeć wspólnie do Ogrodu Yuyuan. Naszym dwóm Paniom udało się nawet lekko zgubić w ogrodzie. Ewa i Krysia zwiedziły ogród nadzwyczaj dokładnie, najpierw szukając nas a potem utrwalając widziane już wcześniej budynki, altanki, ścieżki, skały. Zawojowaliśmy cały ogród, ujęliśmy nawet grupę japońską, którą ubiegliśmy w robieniu zdjęć w najbardziej spektakularnych miejscach. Na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie budząc tym samym sporo aplauzu u Japonczyków. A Renia miała nawet swoją indywidualną sesję. Czas wolny. Zakupy, uzupełniamy pamiątki, kolejne suweniry z listy zakupów zostają zdobyte. Ja wraz z Jadwigą, Krystyną i Jackiem znajdujemy lukę i wślizgujemy się do kolejki na pierożki krabowe. Zamawiamy cztery "toczki" z pierożkami, mamy nadzienie krabowe łagodne, ostre, grzybowe, warzywne. Wszystkie smakują wyśmienicie jedzone z kawałkami świeżego imbiru i octem ryżowym. Na koniec dnia czekają na nas popisy słynnych akrobatów szanghajskich. Z podziwem oglądamy kolejne numery. Najwięcej zdziwienia wywołuje finał i wielka kula w której jeżdżą najprawdziwszymi motocyklami akrobaci. Rozbawieni wracamy do hotelu, wcześniej jednak kolacja. Powoli zaczynamy ustalać ranking restauracji i jedzonych potraw. Przy dwóch stolikach wyłaniają się szczególni smakosze. Mamy Rysia G. który bez wyjątków zjada wszystko, nie przerażają Go najbardziej wymyślne dania, kształty, smaki i kolory. Przy drugim stoliku ujawnili się dwaj smakosze zup chińskich (o tyle ciekawe, że zupy te nie należą do wyjątkowo smakowitych, z małymi wyjątkami) jednak Irek i Rysio H. odszukują w nich osobliwe smaki. Marek, Paweł, Boguś także nie odpuszczają delektowania się zupami. Panie zdecydowanie wolą dania drugie. Sylwia nad wszystko przedkłada...frytki.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: