Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Meksyk 14.01-1.02.2008

Lagun Montebello, kaskady Aguas Azul, Palenque, Yaxchilan, Bonampak, Becan, Merida

28-01-2008

Wczesnym rankiem poganiamy kuchnię, która spóźnia się z wydawaniem śniadania. Udajemy się przez wioski stanu Chiapas do Lagun Montebello. Niestety zachodzi nam słońce za chmury i nie wszystkie mienią się obiecanymi kolorami. Ale i tak udany wyjazd. Spacery po dżungli, i przesympatyczny przewodnik po jeziorkach. Zaledwie 8-letni Carlos, który bawi nas swoim dowcipem ale i zaskakuje profesjonalizmem. Obławia się w słodkości, kredki i ołówki. My po drodze wjeżdżamy na lokalny cmentarz i jedziemy do wioski indiańskiej w San Juan de Chamula. Kościółek, gdzie niestety nie można pod żadnym pretekstem robić zdjęć robi na nas wszystkich ogromne wrażenie. Na podłodze wysypane igliwie, grupki Indian klęczą lub siedzą na podłodze, mamroczą w swoim narzeczu modlitwy. Przynoszą ze sobą dary, są Coca Cola, wódka, jaja, nawet żywe koguty i kury, którym na naszych oczach ukręcają kark. Wszędzie unosi się zapach płonących świec. Na sam koniec dnia krótki spacer po mieście i kolacja. Teraz wszyscy wybierają się na pożegnalną przechadzkę po mieście. Od jutra najprawdziwsze ruiny Majów.

Ruszamy wczesnym rankiem, droga zapowiadana jako horror spełnia wszelkie najgorsze wyobrażenia. W sumie do przejechania zaledwie 208 kilometrów, ale droga straszliwie kręta i prócz tego sami śpiący policjanci nazywani przez nami hopkami. Wreszcie po 5 długich niezwykle godzinach docieramy do naszego pierwszego punktu programu to jest do kaskad Aguas Azul. Woda iście lazurowa i zachecająca do kąpieli. My najpierw udajemy się wzdłuż kaskad na spacer korzystając ze wszystkich możliwych punktów widokowych, by zrobić ładne zdjęcia. Po San Cristobal, gdzie było dość chłodno, tu rozpieszcza nas słońce i dość wysoka temperatura. Janusz i Jaś wskakują do wody. My zasiadamy przy stole w oczekiwaniu na jedzenie. Pyszności, obiad będziemy wspominać przez następne kilka dni. Większość z nas decyduje się na filet z ryby. Ale są i tacy, którzy wybierają rybę w całości a smakosze zamawiają krewetki w czosnku. PYCHA!!! Do Palenque docieramy na godzinę przed zamknięciem stanowiska, jesteśmy tym samym ostatnią zwiedzajacą grupą. Mamy ruiny tylko dla siebie, do czasu, bo na chwilę przed zamknięciem będą poganiać nas pilnujący. Co my wyżej i wyżej, to oni głośniej pogwizdują nawołując do opuszczenia stanowiska. W koronach drzew wyją wyjce, wszędzie świergoczą ptaki. Bardzo urokliwe miejsce. W hotelu czeka na nas miła niespodzianka bo mamy basen. Jeszcze przed kolacją większość z nas decyduje się na orzeźwiającą kąpiel pod gwiazdami. Potem ściganie zwierzaków w pokoju. Asia i Kasia znalazly u siebie kilka jaszczurek i jedną wielką ćmę. Antek w basenie żmiję wodną...

Yaxchilan i Bonampak to dwa miasta Majów położone przy rzece Usumacinta na granicy z Gwatemalą. Musimy wstać bladym świtem, żeby dotrzeć na czas. Dosypiamy w autobusie, choć nasz kierowca zmusza nas do pełnej gotowości. Dzisiaj znowu sporo hopków, w tym nie wszystkie widoczne i oznakowane. Na jeden z nich wpadamy z pełnym impetem... Ale docieramy na miejsce bezpiecznie. Przesiadamy się z autobusu do łódki i udajemy się do prawdziwej dżungli. Słońce zaczyna się przedzierać przez chmury i mgła unosi się znad wody. W nocy padało, wilgoć ogromna. Nasza  ekipa w jednej z łódek ma awarię silnika, i dzięki temu, że musi poczekać na zmianę pojazdu ląduje w Gwatemali. My robimy zdjęcia, oni cali dumni zabierają ze sobą na pamiątkę kamienie z plaży w Gwatemali. Po wymianie docieramy na miejsce. Yaxchilan jest piękny. Inny niż Palenque, nieuporządkowany, dziki, jesteśmy jedną z trzech małych grup, które zwiedzają miasto. Tym samym znowu delektujemy się samotnością. Cesar nasz miejscowy przewodnik pokazuje nam wszystkie ważniejsze budowle i opowiada ich historie. Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia. I znowu odkrywamy wyjce, mnóstwo kolorowych ptaków, piękne zielone drzewa.

Po Yaxchilan przerwa na mały obiad i przejazd do Bonampak. Tu głównie interesuje nas świątynia malowideł. Kątem oka zerkamy na grupę młodzieży odprawiającą swe indiańskie rytuały. Potem na kilka chwil zatrzymujemy się w wiosce miejscowych Indian. Czas na drogę powrotną. Znowu kąpiel w basenie.

Palenque zostawiła po sobie duży niedosyt i dlatego decydujemy się na powrót do ruin. Tym razem jesteśmy jedną z pierwszych grup. Wchodzimy na stanowisko wraz ze wschodem słońca. Mgiełka spowijająca ruiny dodaje im tajemniczości. Omijamy zwiedzane przez wszystkich najważniejsze budynki, gdzie gromadzą się inne grupy i udajemy się do grupy północnej, boiska do gry w pelotę. Spacer piękny. Czas na zadumę i fenomenalne zdjęcia. Dalsza droga jak zwykle zabiera nam sporo czasu. To największa niedogodność, małe na pozór odleglości zabierają sporo czasu ze względu na stan dróg. W planach mieliśmy Calakmul  - rezerwat biosfery wraz z ruinami Majów, ale ulewne deszcze od kilku dni w tym rejonie na tyle rozmiękczyły drogę, iż nie możemy dotrzeć do ruin naszym dużym autobusem. Na szczęście nasza nowa przewodniczka Hilde podczas gdy my zajadaliśmy się tortillami z serem wypytała o warunki grupy nadjeżdżające z przeciwnej strony i w ten sposób szybko zmieniliśmy nasze plany, zamieniając Calakmul na Becan. Najpierw jednak Xpujil. Ruiny położone w dżungli w nowym dla nas stylu Rio Bec. Potem Becan i wspinaczka na szczyt piramidy. Dzisiaj po raz kolejny oprowadzal nas 12-letni przewodnik, wysokiej klasy, który na koniec prócz braw został zasypany kredkami, długopisami i słodyczami. Przed zachodem słońca docieramy do naszego hotelu. Właściwie leżący samotnie w dżungli mógłby zostać łatwo przeoczony. Piekne domki, mały basen, i sama przyroda wokół. Kilkoro z nas decyduje się nawet na porannny spacer w poszukiwaniu ptaków. Udaje się nam ich wypatrzeć całkiem sporo. Niestety nie widzieliśmy tukana, na którym nam wszystkim szczególnie zależało. Kolejny punkt programu to Uxmal i Kabah. Upał straszliwy, ale dzielnie zwiedzamy kolejne ruiny. Koncentrujemy się na nowych budynkach i detalach odróżniających nowe miasta, od tych, które widzieliśmy już wcześniej. Popołudniem docieramy do Meridy. Tu czeka na nas przejażdżka dorożkami po mieście i zwiedzanie zocalo. Nocleg w Meridzie a jutro przez Chitchen Itza i podwodną jaskinię do Cancun.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: