Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Rzymskie Wakacje 21-25.07.2009

Campo di Fiori, Plac Navona, Panteon, spacer przez antyczny Rzym

23-07-2009

Drugi już cały dzień przed nami. Zaplanowaliśmy wstać bardzo wcześnie. Zaskoczyliśmy naszą decyzją panie, które nie zdążyły na czas przywieźć nam śniadania. Ola trochę pokrzywiła się w odpowiedzi na niezadowolenie naszej pani pokojowej. Ale punktulanie o 8.00 spotkaliśmy się na rogu ulic i spacerem wybraliśmy się na Campo di Fiori. Oczywiście nikt nawet nie roważał opcji autobusowej lub metrem,wszyscy dzielnie dreptaliśmy przez wąskie uliczki Rzymu i Watykanu. Jakby mniej było słońca tym razem... Nawet od czasu do czasu złapaliśmy trochę wiatru. Na samym targu stało już sporo straganów. Nasza Anita i Jej Asystent rzucili się w wir zakupów. Po wczorajszej biesiadzie u naszych Pań zadecydowano, że dzisiejszego dnia kolację wydaje Anita, widzieliśmy od samego początku, że jest w swoim żywiole. Po zaledwie kilkunastu minutach siatki były pełne tajemniczych smakołyków. O ich zawartości mieliśmy się dopiero przekonać wieczorem. My buszowaliśmy po straganach bardziej w poszukiwaniu inspiracji fotograficznych: prawdziwiki, poziomki, maliny, karczochy, kwiaty cukini. Aż nam ślinka ciekła, mimo tego, że dopiero co skończyliśmy śniadanie. Stąd żwawym krokiem weszliśmy na Plac Navona. Pusto tu jeszcze o tak wczesnej porze i co ważniejsze: kościół otwarty. Oczywiście sesji zdjęciowej nie było końca. Dalszym celem był Panteon. Sama budowla zrobiła na nas wrażenie i to ogromne. Anita uznała właśnie ten budynek za swojego faworyta. Ponieważ już od kilku dobrych chwil chodzi za nami kawa wspólnie wybraliśmy słynną kawiarnię uchodzącą za najleoszą w mieście na przystanek kawowy. Jak to z naszą grupą bywa, kawa powiększyła się o kolejne pozycje: granita cytrynowa, granita kawowa, espresso Blue Mountain, itd. Nie mieliśmy wcale ochoty zbyt szybko kończyć tej uczty. Niektórzy z nas nawet ustawili się w kolejce po dokładkę. Stąd już tylko kilka kroków dzieliło nas od najmniejszegoo ale uważanego za najpiękniejszy obelisku na grzbiecie słonia. Kościół otwarty - jedyna gotycka świątynia w mieście. Zrobiła na nas wrażenie. I pod słoniem odbyliśmy naradę. Część z nas korzystając z wolnego popołudnia aż do wspólnego zwiedzania Rzymu Antycznego wybrała się na Kapitol do muzeum, inni zostali zobligowani do odwiezienia naszych kolacyjnych rarytasów do hotelu. Jeszcze inni wymarzyli sobie w tym czasie kawę, lody. Pogoda niezmiennie fantastyczna. Upał jak na lipiec w Rzymie przystało. II część naszego dnia rozpoczęła się o 15.00 przed Koloseum. Spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem, który miał nam pokazać samo Koloseum od środka oraz przespacerować się z nami przez Forum Romanum na Kapitol. Nie obyło się i tym razem bez dowcipnych historii i śmiesznych porównań. Jednak my zostaliśmy wystawieni na próbę. Cały dzień poza hotelem, upał nie do zniesienia i ani krzty drzewa ani krzaków by się uchronić przed żarzącym słońcem. Kiedy wreszcie dotarliśmy na Kapitol starczyło nam sił na zdjęcie wilczycy i posągu konia i koniec, oparliśmy się o ścianę i koniec na dzisiaj. Na Placu Weneckim ostatnia kawa w mieście, małe co nieco i powrót do domu. Trwają przygotowania do proszonej kolacji. Goszczą nas Panie u siebie. Z siatkami wypełnionymi wszelkimi dobrami maszerujemy kilka przecznic do naszych Koleżanek. Tu już wystawione na korytarz stoliki, przygotowane nakrycia, prowizoryczne patery na sery i owoce. Anita i Jej Asystent udekorowali artystycznie rozkładając nasze specjały na stolikach. Sporządzono pod bacznym okiem Anity specjalną mieszankę: ocet + oliwa + przyprawy do maczania chleba. Zosia i ja wybrałyśmy chleb neapolitański, który okazał się trafnym wyborem. Miałyśmy wprawdzie obawy co do ilości, bo wyszło tego całkiem spora torba, jednak niepotrzebnie się martwiłyśmy, zeszły prawie wszystkie zapasy. Nie obyło się bez włoskiego wina i limoncello. Tak naprawdę to zabrakło tylko owoców morza. Na szczęście nic nie pokusiło nas by je w tym upale targać do hotelu. Anita miałaby jednak pomysł na ekspresowe sushi. Kompozycja jednak włoskiego pieczywa wraz z oliwą mix i mięskiem oraz serem zostanie w naszej pamięci jako najbardziej spontaniczna i włoska kolacja na świecie. Do tego pomidorki, suszone pomodori, winogrona. Pycha! Mimo tego, że zapraszano nas na kolację, ani nam się śniło wychodzić zaraz po pysznym jedzeniu. Zajęliśmy miejsca na swoich starych już miejscach i zaczęły się chichoty, piski, wrzaski, opowiadanie wesołych historii. Nikt się nawet nie spostrzegł, kiedy wybiła prawie 12.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: