Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

USA 1-22.08.2009

Przylot do Los Angeles, wynajem auta, przejazd do Parku Drzew Jozuego

01-08-2009

Stany – Parki Narodowe to nasz kolejny cel. Ile osób tyle różnych opinii, jedni wzbraniają się przed ubieganiem się o wizę amerykańską inni oddalają plany wyjazdowe do USA na starość, jeszcze inni Ameryki nie lubią. A przewodniki i albumy prześcigają się w opisach niesamowitych miejsc i cudów natury właśnie w USA. Postanowiliśmy sprawdzić to osobiście i tak na 1 sierpnia zaplanowaliśmy początek naszych trzytygodniowych wakacji z zamiarem przetarcia trasy i dotarcia do mniej znanych miejsc. Samolot do Amsterdamu wylatuje bladym świtem, po dwóch leniwych i śpiących godzinach jesteśmy w Holandii, stąd aż 11 godzin lotu i jesteśmy w Los Angeles. Wita nas popołudniowe słońce, dzięki dużej różnicy czasu mamy za sobą całkiem długi dzień i cały czas wolne popołudnie. Dziewięć godzin w tył względem czasu polskiego wydłużyło nasz dzisiejszy dzień. Po wylądowaniu odbieramy bagaże, kontrola z odciskami palców i zdjęciem i jesteśmy gotowi by udać się po nasze autko, którym zamierzamy przemierzyć całkiem sporą część Stanów Zachodnich.

W biurze długa kolejka, wypożyczane samochody są tu bardzo popularnym i wygodnym rozwiązaniem dla Turystów z całego świata. Odbieramy nasze potwierdzenie i pan z uśmiechem odsyła nas pod ścianę, gdzie mamy sobie wybrać jeden z samochodów. A gdzie kluczyki – w drzwiach, a dokumenty – nie trzeba, wystarczy pokwitowanie. Czy naprawdę możemy wziąć którykolwiek z samochodów – oczywiście. Zgodnie z naszym wcześniejszym wyborem bierzemy Forda Focusa i pakujemy nasze bagaże. Zerkamy na mapę. Na dzisiaj zaplanowaliśmy jeszcze przejechać kawałek trasy w stronę Parku Drzew Jozuego. Nie chcemy tracić czasu, a zwiedzanie Los Angeles zostawiamy na drogę powrotną. Pan w budce przy wyjeździe bardzo dokładnie instruuje nas jak wyjechać z miasta na trasę wypadową w stronę parku. Idzie nam bardzo zgrabnie. Przybywa mil na liczniku. Powoli odczuwamy także zmęczenie, a i pora na kolację, choć na czas polski to bardzo wczesne śniadanie. Oczywiście jak na USA przystało zatrzymujemy się u Meksykanów – prawdziwe quesadillas, tacos i inne smakołyki z Meksyku. Posileni znajdujemy motel i pokój na dzisiejszą noc. Zasypiamy natychmiast.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: