Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 22.11-13.12.2009

Mekong

28-11-2009

Dzisiaj w zadośćuczynieniu za wczorajsze trudy podróży śpimy trochę dłużej. Nie mamy wielkich planów na dzisiaj, a i droga dużo krótsza. Najpierw udajemy się nad Mekong. Okrętujemy się na specjalnej łodzi i płyniemy do miejsca, gdzie spotykają się dwie rzeki. Niestety mimo tego, że nazywane dwukolorowym miejscem spotkania się dwóch wód, dzisiaj nie widać prawie żadnej różnicy w odcieniach wody. Jesteśmy tuż po porze deszczowej i obie rzeki wyglądają podobnie. Za to przełomy na rzece Mun wyglądają bardzo ciekawie. Dodatkowa woda puszczona z zapory powoduje duży hałas i możemy zejść na skały, aby dobrze przyjrzeć się przełomom z góry. Jest bardzo gorąco, powietrze ani drgnie. A liczyliśmy, że im dalej na północ tym temperatury będą niższe. Ochładza się tylko o kilka stopni wieczorami. Poza tym nadal upalnie. Nie mamy wyjścia, musimy znaleźć miejsce na pływanie w rzece. Cumujemy wprost przy brzegu. Są pierwsi odważni: Irek, Rysio H., Rysio G, Renata G., Renata S., Asia, Wioleta. Wszyscy zachwycają się chłodną i rześką wodą, choć tak naprawdę to pewnie ma 10 stopni mniej niż powietrze. Prąd wyczuwalny. Ciężko się wraca do brzegu, do tego mulisty brzeg. Ale wszyscy bardzo zadowoleni. Czas na lunch na łodzi na Mekongu. Oczywiście są rybki, w całości frytowane, najpierw budzą nasze wątpliwości, ale potem znajdują sobie zwolenników. Mamy też smaczny bulion i na koniec domawiamy krewetki. Objedzeni ruszamy do świątyni ze zwłokami zasuszonego mnicha a potem do malowideł naskalnych. Jest nadal bardzo gorąco, ale miły spacer pod półkami skalnymi nawet odrobinę w cieniu. Czas na przejazd do naszego nowego hotelu, na krańcu doliny rzeki Mekong. Po drodze łączymy się z Radiem Afera, w którym na żywo zdajemy naszą relację z pobytu w Tajlandii. Krótko przed 20 jesteśmy na miejscu. Ani nam w głowie sen i odpoczynek. Od razu ustalamy listę kolejkową na masaże stóp i całego ciała. Potem idziemy do miasta. Cześć z nas je kolację. W tęsknocie za Chinami Zyta, Jaga, Andrzej i Tadeusz gotują samodzielnie zupę. Mila, Asia i ja znajdujemy stragan z placuszkami z bananami i mlekiem z puszki. A potem dojadamy tajskie sałatki i ryż. Mila i Asia jednogłośnie uznały dzisiejszą kolację z wołowiną na zimno jako najlepszą dotychczas. Sałatka była piekielnie ostra, ale o to chodziło.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: