Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Chiny 11-26.10.2010

2 dzień

12-10-2010

Przed 7:00 wylądowaliśmy w Pekinie i szczęśliwi że wszystkie bagaże główne przyleciały razem z nami, poszliśmy na spotkanie z naszą pierwszą chińską przewodniczką - Nancy. W autobusie rozpoczęliśmy krótkie wprowadzenie o Chinach i Pekinie, co szybko przerodziło się w dyskusję: pytań do Nancy było mnóstwo: nie na wszystkie w końcu może odpowiedzieć nam przewodnik książkowy. Wreszcie, po 40 minutach dojechaliśmy do centrum i udaliśmy się na Plac Tiananmen. Tłum turystów przebywających na placu od rana zaskoczył wszystkich, a poza sesją zdjęciową otaczających nas budynków furorę robiły zdjęcia z Chińczykami, bądź zdjęcia Chińczyków z nami. Ulubieńcami mieszkańców w tym względzie byli Mietek i Helenka, którzy bardzo często byli proszeni przez Chińczyków o zdjęcie z nimi. No cóż, nie da się ukryć, iż urodą znacznie się różnimy, a dodatkowy urok osobisty zrobił oczywiście swoje:)
Pierwszy lunch mile zaskoczył nasze kubki smakowe. Stół z kręcącym się szklanym blatem zaczął się zapełniać coraz to pyszniejszymi potrawami. Najbardziej smakował jednak kurczak na ostro z orzeszkami ziemnymi, oraz wieprzowinka z cebulką i warzywami. Na deser pyszne owoce!. Ku zadowoleniu większości, pierwszy posiłek w Chinach jedliśmy tylko i wyłącznie widelcami:) Posiłkowi towarzyszyła muzyka rosyjska, przez co doszliśmy do wniosku, że to chyba specjalnie dla nas. W końcu dla wielu Polacy to prawie jak Rosjanie;)
W Świątyni Nieba znaleźliśmy się po południu. Spacerując pomiędzy lasem przepięknych tui ( nie przypominających do końca naszych) w blasku pięknego słońca i mijając po drodze mnóstwo lokalnych pasjonatów gry w karty doszliśmy w końcu do głównego pawilonu - Modlitwy o urodzaj, następnie do Cesarskiego sklepienia nieba i do okrągłego ołtarza. Przepiękne niebieskie glazury dachówek, bogactwo świątyń z zewnątrz i w środku jak i ogrom białego, marmurowego tarasu rekompensowały niedogodność wielkiej liczby turystów. Co niektórzy próbowali też usłyszeć echo swego głosu przy ścianie echa, niestety nie udało się..ale może następnym razem?:) Po dłuższym spacerku udaliśmy się na pyszną kolację: ucztę pierożkową z najróżniejszym rodzajem farszu. Tym razem jednak mieliśmy pierwszą lekcję z jedzenia pałeczkami. Co niektórzy załapali od razu, inni po chwili prób przerzucili się szybko na widelec: przecież mamy jeszcze dużo dni przed sobą by się nauczyć;) Głównym napojem towarzyszącym kolacji było jednogłośnie przegłosowane "pidziu" czyli piwo:) Dodatkową atrakcją restauracji było pomieszczenie, w którym mogliśmy przyglądać się dokładnie jak przygotowują nasze pierożki.
Wieczorem odwiedziliśmy ulicę handlową Wangfuijing, oraz ulicę Donganmen, na której przeszliśmy przez nocny targ żywności niebylejakiej:): kraby, pieczone ośmiornice, rozgwiazdy, podroby, kokony, żuki, płetwy rekina, węże stonogi, jelita zwierzęce, koniki morskie itp. Nowym, zaskakującym smakołykom nie było końca, a unoszący się zapach na jakiś czas pozbawił wszystkich apetytu. Ale spokojnie: pieczone szczury i inne oryginalne chińskie smakołyki jeszcze przed nami więc będzie czas na smakowanie:)
Późnym wieczorem już tylko rejestracja w hotelu i pierwszy nocleg w 20milionowym mieście: Beijing. Chyba nikt tego dnia nie miał problemu ze snem po wielogodzinnym locie do Państwa Środka:)


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: