Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 8.02.-1.03.2011

Plantacja kokosów, targ wodny, Kanchanaburi, nocleg na rzece Kwai

12-02-2011

Dziś wstawaliśmy o 6:00, by jak najszybciej wymeldować się z hotelu i dojechać do targu wodnego. Po drodze odwiedziliśmy jednak najpierw plantację kokosów, gdzie można było przyjrzeć się dokładnie produkcji mleczka kokosowego, oleju z kokosa czy też wszelkiego rodzaju rzeźb bądź produktów codziennego użytku wyrabianych ze skórki kokosowej. Nie zabrakło również spaceru po plantacji. W końcu jednak dojechaliśmy do miejsca, z którego łódką przepłynęliśmy do upragnionego targu. Łodzie wypełnione były wszelkimi smakołykami: owoce, przyprawy, gotowe potrawy, nie zabrakło też kapeluszy oraz odzieży, której nie wszyscy (szczególnie panie) mogli się oprzeć. Efekty na zdjęciach

Był czas na spacer, zakupy, smakowanie, sesję zdjęciową. W końcu jednak znaleźliśmy się z powrotem w busiku i zmierzaliśmy do Kanchanaburi. Jako, że zwiedzanie szło nam całkiem sprawnie, zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscu, gdzie występują małpki : makaki by nakarmić je kukurydzą i zrobić zdjęcia. Bogusia jednak może potwierdzić, że nadmierne zbliżanie się do małpek nie podoba się im zbytnio..na szczęście refleks naszej towarzyszki podróży był znakomity i w porę odskoczyła od niezadowolonej makaki. W Kanchanaburi czekał na nas lunch ( w formie bufetu) ,a następnie zwiedzanie jakże pamiętnego dla wielu krajów muzeum jeńców JEATH pokazującego nieludzkie traktowanie jeńców wojennych w Tajlandii w czasie II wojny światowej, kiedy to przez rok mieli wybudować 400 km torów kolejowych prowadzących do Birmy. Tymi właśnie torami przejeżdżaliśmy później koleją z Nam Tok do Kanchanaburi, gdzie widoki na rzekę z wąskiego, wysokiego wiaduktu wpływały na wyobraźnię. Na jednej ze stacji czekał już na nas busik, który zawiózł nas do kolejnego hotelu. Po zatłoczonym Bangkoku, tutaj poczuliśmy się jak w środku dżungli. Domki położone na bojkach bezpośrednio na rzece Kwai, do drzwi dochodzi się pomostem, a przechodząc przez apartament wychodzi się na przepiękny taras. Przed nami tylko rzeka, co jakiś czas przepływające łódki z turystami a zaraz za rzeką przepiękne pagórki. Nasze miejsce noclegowe najtrafniej opisał dziś Ludwik, cytując: „ Tutaj dziś śpimy? Przecież to prawdziwa dzicz jest!!” Jego zdziwienie miało oczywiście znaczenie pozytywne! Wieczór spędziliśmy na wspólnych rozmowach oraz oglądaniu pokazu tańca Mon . Zaraz potem czas było się pożegnać by mieć siły na kolejny dzień.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: