Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Etiopia 6-25.02.2011

Zwiedzanie Lalibeli, ceremonia parzenia kawy etiopskiej, walentynki

14-02-2011

Walentynki, obchodzimy je także tutaj. Zresztą w nie byle jakim miejscu. Lalibela. Wielu z nas czekało na kościoły wydrążone w skale od zawsze. Najpierw jednak pobudka i spacer jeszcze przed śniadaniem do Kościoła Michała, gdzie mają odbywać się nabożeństwa poranne. Nie wszyscy decydują się na mini trekking. Ale niezawodna ekipa jest na miejscu zbiórki: Monia, Ula, Estera, Aga, Krzyś i Mirek O. dzielnie maszerują do kościoła. Alem wybiera drogę na skróty i nieźle nas męczy ale udaje się nam wytrwać jego tempo i jesteśmy w kościele. Już z daleka słychać bębny i śpiewy. Udaje się nam wejść do środka. Atmosfera bardzo wyjątkowa i nie do opisania. Stoimy jak wryci i przyglądamy się uroczystości. Przed kościołem zbiera się grupa wiernych a za chwilę odprawiana jest tam msza. Wokół kościoła mnóstwo pogrążonych w modlitwie osób. Przyglądamy się im z zaciekawianiem.

Wracamy na śniadanie do hotelu, Ci co nie byli już żałują. O 9 czas na pierwszą grupę kościołów: Odkupiciela Świata, Matki Boskiej,  Świętego Krzyża, Dziewic, Michała i wreszcie Św. Jerzego. Wszystkie robią na nas wielkie wrażenie, nie ma zbyt wielu turystów i wiele z tych budowli mamy tylko dla siebie. Każdy z nich ma swoje osobliwe detale, które poznajemy krok po kroku. Zaskakują nas autentyczne do dziś dobrze zachowane malowidła, freski, księża chętnie pokazują nam krzyże procesyjne, śpiewają w języku gyyz i pokazują księgi. Robi się coraz cieplej ale kościoły zapewniają w swoich grubych murach bardzo przyjemny chłód. Anioły pomogły i nam i w zaledwie kilka minut uzdrowiły nam Monikę. Także w komplecie dzielnie przemierzamy wykute w skale wąskie korytarze i oglądamy wszystkie cuda.
Przerwa na lunch i kawę. Zajadamy się lokalnymi specjałami, typując tutejszą szmatę – indżerę na danie numer jeden na trasie. Poza tym stajemy się smakoszami soku z awokado.
Popołudniem druga część zwiedzania i znowu grupa kościołów. Te są już dużo bardziej trudno dostępne. Niekiedy dojście do nich wymaga wiele trudu i zręczności. Przeciskamy się po wąskich korytarzach musimy wydłużać nasze kroki by pokonać bardzo wysokie stopnie. Wreszcie idziemy przez piekło, bardzo ciemny tunel, gdzie nie widać naprawdę nic a będący jedynym dojściem do kolejnych kościołów. Idziemy w nim całkowicie po omacku trzymając się jeden drugiego. Mamy też naszego pana butowego, który za każdym razem, kiedy wchodzimy do kościoła ustawia nasze buty w rządku i przenosi je do wyjścia z poszczególnych budowli. Rozpoczynamy dyskusję o kościele etiopskim, niektórzy wykorzystują ten czas na mini krótką drzemkę. Jak widać boska atmosfera udziela się nam wszystkim. Około 16 kończymy zwiedzanie i od niepamiętnych czasów po raz pierwszy mamy chwilę czasu wolnego na zakupy i odespanie kolejnej krótkiej nocy. Lalibela jest absolutnie przepiękna i z pewnością zasługuje na miano 8 Cudu Świata.
A przed nami kolacja a wcześniej niespodzianka Walentynowa:  ceremonia parzenia kawy etiopskiej.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: