Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Etiopia 22.09.-12.10.2011

Lalbela

30-09-2011

Dzisiejszy dzień przeznaczony był na zwiedzanie ósmego cudu świata- Lalibeli. Miasto to słynie z 12 kościołów wybudowanych przez króla Lalibelę w ciągu 24 lat dwunastego wieku. Gdy obserwuje się te świątynie, trudno jest uwierzyć, by dało się wybudować je tak szybko za pomocą najprostszych narzędzi. Dlatego też i w naszej grupie pojawiły się niedowiarki, jak np. JasiuJEtiopczycy zaś wierzą, że przy budowie kościołów w nocy pomagały anioły. Od rana zwiedziliśmy sześć pierwszych budowli, po południu kolejne sześć. Architektonicznie podzielone zostały na monolityczne, pół- monolityczne i jaskiniowe. W każdym z nich oglądaliśmy złocone krzyże procesyjne, różniące się kształtem, wielkością, ornamentyką. Wewnątrz obserwować było można również przepiękne malowidła naścienne, często mające po 900 lat. Największe wrażenie na wszystkich zrobił oczywiście kościół św. Jerzego, wybudowany na planie krzyża. Ze strony praktycznej również nie mieliśmy na co narzekać, gdyż przy zwiedzaniu kościołów towarzyszył nam Pan pilnujący naszych butów i pomagający nam przy trudniejszych przejściach skalnych.

Kolejnym punktem programu była ceremonia parzenia kawy, w której uczestniczyliśmy u jednej z lokalnych rodzin. 18-letnia, odświętnie ubrana Etiopka demonstrowała nam sposób przyrządzania kawy od płukania zielonych ziaren, poprzez palenie, a następnie zaparzanie. Zgodnie z tradycją podczas ceremonii parzenia kawy palone jest kadzidło, a do kawy zajada się często popcorn. My dodatkowo otrzymaliśmy do posmakowania podpłomyk. Również po raz pierwszy mieliśmy okazję spróbować lokalnego miodu pitnego – tedżu oraz ginu z pszenicy . Zarówno jeden jak i drugi trunek był mocny i różnie odbierany przez smakoszyJKawa natomiast była przepyszna do tego stopnia, iż wszyscy poprosili o dolewkę. Zrobiła się godzina 18:00 i nasz dzień powoli dobiegał końca. Czuliśmy się zobligowani, by hucznie pożegnać naszego przewodnika- Dereje jak i kierowcę- Banę. Udaliśmy się więc wspólnie do lokalnej pijalni miodu pitnego, położonej przy najbardziej zatłoczonej ulicy Lalibeli. Miód był tam podawany w lejkach, przypominających menzurki laboratoryjne, w ilości 0,5 l, obok naszych stolików parzona była również tradycyjna kawa, a dla umilenia czasu w tle lokalną muzykę przyśpiewywała, grała i tańczyła para Etiopczyków. Nie minęła chwila, kiedy Ewa ruszyła w tany z naszymi tubylcami. Do niej chwilę później dołączył Jurek, Mirek, ja, Sławka i Jasiu. Pojawił się również Bana nagrywając całe wydarzenie kamerą. Próba naśladowania tańca ramion bądź głowy musiała wyglądać komicznie, jednak nie poddawałyśmy się, energia aż biła z parkietu. Wieczór ten był również o tyle istotny, że Bana miał dziś urodziny. Odśpiewaliśmy więc mu tradycyjne sto lat oraz wręczyliśmy polskie słodkości. Ok. 20:30 nadszedł czas powrotu do hotelu, jutro czas pożegnań, szkoda nam rozstania z naszymi nowymi przyjaciółmi, ale na szczęście ze zwiedzania północnej Etopii pozostanie nam mnóstwo niezapomnianych wspomnień, o których na pewno każdemu z was chętnie opowiemy. Pozdrawiamy!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: