Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kenia i Zanzibar 30.09-14.10.2011

Poranne safari, Masai Mara

04-10-2011

Dziewczyny dają się namówić na poranne safari nad jeziorem Nakuru. Wyjeżdżamy jako pierwsze z naszego hotelu. Już za bramą parku stado pawianów, które bawią nas śmiesznymi pozami i sytuacjami. Nad jeziorem tajemnicza mgiełka, nasi kierowcy podjeżdżają bardzo blisko wody. Wprawdzie nie ma tu flamingów na które czekamy, ale za to jest niezliczona ilość pelikanów – co także nas cieszy. W innym miejscu pozwalają nam nawet wyjść z samochodów i podreptać. Robimy zdjęcia, straszymy ptaki by poderwały się do lotu. Park Nakuru słynie z dużej ilości nosorożców, także czarnych. Udajemy się w ich poszukiwanie. Na naszej drodze bawoły, antylopy, gazele, marabuty. Stajemy co chwilę i robimy zdjęcia. Wreszcie na dużej polanie znajdujemy też nosorożce. Mamy kolejny brakujący nam element Wielkiej Piątki. Wracamy do hotelu na śniadanie. Alina chwali się nam jak to częstowała swoje Koleżanki wieczorem alkoholem. Zabrała piękną flaszkę z domu czekając na specjalny wieczór by wznieść toast za Afrykę. Nalała i to niemało do szklaneczek. Dziewczyny wzniosły kielichy, zrobiły pierwszy łyk i zamarły, a dosadniej zalepiły się ulepkowatym smakiem …nalewki. Alina widząc miny Koleżanek zaczęła dokładnie przyglądać się butelce i okazało się, że uraczyła  swoje Panie … syropem klonowym prosto z Kanady. Przyda się nam do naleśników.

Czas na nas. Dzisiaj do Masai Mara. Droga się nam dłuży, robimy postoje, potem lunch, wreszcie podsypiamy trochę w autkach. Nagle niespodziewanie Asia z krzykiem zatrzymuje naszego busika. Okazuje się, że cały rój rozbił się o przednią szybę a nam przez uchylone okna wpadły jeszcze ledwo żywe osy lub pszczoły do środka. Szybka ewakuacja nas na poboczu. Kierowca widocznie nie spotkał się z tym po raz pierwszy bo ruszył z odsieczą i spryskał wnętrze specjalnym środkiem. Poczekałyśmy na efekt i weszłyśmy do środka. Jedziemy dalej.
Nagle nasza gładka i wygodna asfaltowa trasa zamienia się w straszliwie dziurawą drogę, gdzie kierowca zaczyna jeździć slalomem i zygzakiem. Mamy nadzieję, że ten odcinek szybko się skończy – nic bardziej mylnego przed nami ponad 100 kilometrów takiej trzęsawki. Nasze Koleżanki zatrzymują się na kawkę, a my w tym czasie przystajemy na poboczu przy jednej z wiosek. Od razu zostajemy zauważone przez dzieciaki, które nieśmiało podbiegają do nas i dostają resztki kredek i ołówków oraz długopisów. Mamy też buty i kurtki. Wszystko trafia w bardzo potrzebujące ręce. Kolejna wioska i jeszcze trochę przyborów szkolnych. Już w Amboseli było biednie, ale tu wydaje się nam, że jest jeszcze skromniej. Za to zauroczył nas całkowicie odmienny krajobraz, wszędzie zielono, akacje wysokie parasolowate zamieniły się raczej w krzaczaste zarośla, trawa wysoka, i wszędzie spore stada bydła z jednym pasterzem, obowiązkowo z dzidą lub patykiem. Docieramy do naszego obozowiska już późnym wieczorem. Szybko kwaterujemy się i kolacja. Korzystamy z prądu do końca i urzędujemy przy Amarali u Beaty i Brygidy. Opowieści jeszcze z przedszkola, pieśni religijne i nie tylko. Czekamy na jutrzejsze safari w Masai Mara.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: