Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Peru i Boliwia 13.04-4.05.2012

Machu Picchu, 11 km trekingu

01-05-2012

Dzisiaj wielki dzień, najpierw autobusem przejeżdżamy do Ollaytaytambo, tu gdzie wcześniej zwiedzaliśmy ruiny, a teraz czekamy na pociąg, którym jedziemy do stóp Machu Picchu. Cała nasza siódemka gotuje się do marszu. Przed nami 11 kilometrów do przejścia, niestety zabrakło miejsc na ściśle odliczonej trasie dla Basi, Wacka i Rysia, pomagają nam zabrać nasz bagaż podręczny do hotelu i jadą do Aguas Calientes.

My ku uciesze zgromadzonych w naszym wagonie Hindusów już na kilka minut przed wysiadaniem, smarujemy się kremem, ubieramy czapki, przygotowujemy małe bagaże. Hindusi częstują nas piekielnie ostrymi przyprawami i ciasteczkami i życzą miłej wędrówki.
Konieczna kontrola paszportów, zdjęcia pamiątkowe na początku trasy i startujemy, jest 10:45. Dimas na początku wydaje się nam przesadzać z tempem, robimy maleńkie kroczki ledwo unosząc stopy do góry. Dzięki wszystkim inkaskim bóstwom, to tempo okaże się zbawienne już za kilka godzin.
Pierwszy postój na jedzonko i picie, póki co pogoda nam bardzo sprzyja, nie jest ani za ciepło ani za zimno, tak w sam raz. Posilamy się trochę i idziemy do kolejnego postoju. Trasa bardzo malownicza, latają nam nad głowami motyle, wszędzie kwitną kwiaty, wśród nich orchidee. Jest bosko, choć czujemy delikatne zmęczenie. Docieramy do wodospadów, rzek górskich, wreszcie pierwsze ruiny na trasie, bardzo małe znane a okazałe. Tu dłuższy odpoczynek i zdjęcia, a teraz przed nami najgorsze podejście, mnóstwo wysokich stopni. Ale zaplanowane przez Dimasa pół godziny łamiemy i stawiamy się na szczycie dużo szybciej.
Brawo! Pogoda nadal słoneczna, ale Dimas wróży deszcz. Nie mamy podstaw by Mu nie wierzyć, przeszedł tę trasę ponad 300 razy! Ujjjj!
Wszyscy mamy coś na deszcz, trasa staje się ciut łagodniejsza, już bez stopni i ostrych podejść. Idziemy, co jakiś czas kilka stopni, mijamy obóz dla długiej trasy. Jest super. Przed Bramą Słońca jękniemy z przerażeniem, jedno bardzo ostre podejście do tego kropiący deszczyk. Ale i tutaj wzdychając ciężko udaje się nam wszystkim w komplecie stanąć na szczycie. I w nagrodę pośród gęstej mgły i chmur pokazuje się obraz na całe Machu Picchu. Robimy zdjęcia jednocześnie wyrównując oddech, coraz mocniej pada, godzina marszu dzieli nas od mety. Otulamy się szczelnie pelerynkami i maszerujemy przed siebie. Jesteśmy już tak blisko i jeszcze tak daleko. Około 1,5 godziny.
Nagrodą jest Machu Picchu zupełnie puste bez nikogo. Jesteśmy ostatnią grupą, którą wyrzucają z obiektu strażnicy. Co za widok i za zdjęcia, jesteśmy samiuteńcy. I choć Edek trochę się złości, że ma mokre buty to wszyscy doceniamy widok, że jesteśmy sami . Ostatnim autobusem zjeżdżamy do miasteczka i tu czas na gorący prysznic. Niestety nasza Trójka nie miała zbyt dobrej pogody także tutaj, rozpadało się dość wcześnie i tak do teraz.
Umawiamy się na kolację u Francuza, moje ulubione miejsce. I nie pada, teraz spoglądamy na niebo z nadzieją wielu gwiazd które wróżyłyby pogodę jutro. Dania rewelacyjne, smakują nie tylko mnie. Atmosfera genialna i specjalna nagroda i wielkie brawa dla Marysi, która była bardzo dzielna i świetnie poradziła sobie z wejściem.
Dimas wyróżnił dzisiaj Mariusza, który wykazał się najlepszym technicznym przygotowaniem.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: