Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Portugalia 4-17.08.2012

Belem, oceanarium, kolejka linowa

05-08-2012

Nie ma czasu żeby odespać zarwaną noc, trzeba odstawić samochód na parking, bo blokuje tutejsze wąskie uliczki, dodatkowo przed nami mnóstwo atrakcji w mieście. Decydujemy się na zwiedzanie najpierw Belem. Mamy tramwaj prawie sprzed hotelu, jedziemy, nie sami. Miejscowi bardzo przyjaźni ostrzegają przed tłumami. Ale co to dla nas, jasne, jest niedziela, lato i pełnia sezonu, musieliśmy się z tym liczyć. Na miejscu wcale nie jest aż tak źle, skoro jest to jedna z największych atrakcji miasta trzeba liczyć się z „garstką” turystów. Najpierw ustawiamy się w długiej kolejce do klasztoru i kościoła, choć przeraża długością, wszystko odbywa się bardzo sprawnie i po zaledwie kilku minutach jesteśmy już w środku. Potem czas na fontanny, pomnik odkrywców i zdobywców. Spacer promenadą. Pyszna kawa i oczywiście pora na mały lunch. Wieża Belem i kolejny punkt obowiązkowy na mapie. Przed najbardziej znaną cukiernią w mieście jak zwykle bardzo długa kolejka, tu jada się pyszne ciasteczka pastel de nata. I chociaż u nas często opisuje się je jako przysmak świąteczny tu robią furorę przez okrągły rok, a właśnie w tej cukierni wypieka się te najlepsze. Swoje trzeba odstać i co z tego że obok kusi moc innych kawiarni i cukierni, nawet tych światowych, wszyscy grzecznie stoją w ogonku i czekają na swoje delicje.

Wracamy do centrum, były tramwaje teraz czas na metro. Jak dotąd wszystko świetnie oznakowane i dla wprawnego turysty Lizbona nie ma żadnych tajemnic. Przed metrem oczywiście przerwa na lody i dopiero wtedy schodzimy pod ziemię. Linie oznakowane kolorami, wszyscy bardzo przychylnie nas traktują, kolor włosów Baśki otwiera serca kruczoczarnych Portugalczyków. Język nie ma znaczenia, wszyscy się uśmiechają i tak sobie rozmawiamy po portugalsku i po polsku. W planach oceanarium. I choć miejscowi kręcili nosem że dzielnica do której się wybieramy to bardzo nowoczesny dystrykt, nie zawierzamy bez sprawdzenia. I okazuje się, że dobrze, bo przestrzeń zagospodarowana niegdyś na EURO w Lizbonie teraz jest magicznie położonym nowoczesnym kawałkiem miasta. Kolejka linowa, piękne budynki, nowoczesna architektura i oceanarium z rybami i dodatkowo tymczasową wystawą z żółwiami. Bosko, nie lada gratka nie tylko dla dzieciaków.
Powrót do domu, w metrze spory ruch, ale miejsca dość. Piękne słońce, na deptaku spory ruch także, tu raczej atmosfera niedzielnego wieczoru. Kolacje na zewnątrz w knajpkach rozstawionych ze swoimi ogródkami wzdłuż promenady. Zapachy mieszają się w powietrzu. Kawa, desery, lody, czosnek, owoce morza, każdy znajdzie tu coś dla siebie.
My dzisiaj wykwintnie choć nie przy stoliku w knajpie ale na podłodze obok łóżeczka. Carpaccio z przegrzebków z truskawkami i marakują a potem sałatka z mięsa z krabów i łosoś. Viva Lizbona!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: