Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Chile 5-27.11.2012

Wyspa Magdalena, Wyspa Marta, przejazd do Puerto Natales

13-11-2012

Pobudka godzinę później – o 6:30 przy recepcji czekał już przewodnik, który zawiózł nas do biura, gdzie wspólnie z innymi turystami zaczynaliśmy wycieczkę na wyspę Magdalenę i wyspę Martę. Najpierw przejazd 35 minut taksówką i starszym busem, następnie przesiedliśmy się do komfortowych łodzi silnikowych, którymi sprawnie, w ok. 40 minut dopłynęliśmy do wyspy Magdaleny. Na wyspie godzinka dla nas- spacer po 800 metrowej promenadzie i obserwacja życia pingwinów magellańskich, mew oraz kormoranów. Te pierwsze, przekopały prawie całą, surową wyspę, by stworzyć dla siebie przytulne gniazdka do spania i wysiadywania jajek. Widzieliśmy zakochane pary, pingwiny na sjeście, pingwiny na lunchu ( potrafiły spędzić pod wodą dobre kilka minut), mamy wysiadujące swe jajka i przede wszystkim niesamowitą harmonię życia pomiędzy pingwinami, mewami i kormoranami. Na środku surowej wyspy zlokalizowane jest centrum ochrony rezerwatu pingwinów z małym muzeum, gdzie na wystawie opisana jest fauna wyspy i historia powstawania rezerwatu.

Zachwyceni 70 – centymetrowymi, przesympatycznymi stworzeniami, ruszyliśmy zadowoleni w dalszą drogę. Po 30 minutach dotarliśmy do wyspy Marty. Tu już nie schodziliśmy na ląd, by nie naruszać terenu żyjących tu zwierząt, ale podpłynęliśmy na tyle blisko, że mogliśmy przyjrzeć się ogromnym stadom lwów morskich. Szczególnie wyróżniały się dwa ogromne, 3 metrowe samce śpiewające co chwilę swą ryczącą przerażającą melodię. Wokół wyspy latały ogromne ilości kormoranów, co jakiś czas pojawiał się i pingwin. Wrażenia niezapomniane.
Po tak dużej dawce przyrody wróciliśmy z powrotem do Punta Arenas, gdzie kierowca zawiózł nas na obiad do restauracji Luna – ciekawe wnętrza – półki od dołu do sufitu ozdobione najróżniejszymi winami i piwami, na ścianach zaś mapy świata, poszczególnych kontynentów, regionów. Tam goście mogą zaznaczać pineskami kraje i miasta, z których pochodzą. My również skorzystaliśmy z tej okazji i zaznaczyliśmy dokładnie wszystkie miejscowości w Polsce, z których pochodzą uczestnicy naszej wyprawy, po czym dopisaliśmy imiona i nazwiska – a co! – niech nas pamiętają!
Obiad pyszny. Część z nas zamówiła lokalną rybę, większość jednak owoce morza – w końcu jesteśmy tuż nad Oceanem!. Danie z owoców morza najpierw zaskoczyło i co niektórych przeraziło – podano małe ceramiczne miseczki z daniem z pieca, zapiekanym u góry serem. Danie z owoców morza przyrządzane w ten sposób jest tu popularne, a wszyscy którzy je zamówili miło się zaskoczyli – sos serowy w połączeniu z dobrze wypieczonymi kalmarami, ośmiorniczkami, krewetkami i małżami dawało wyśmienity efekt! Na deser oczywiście mus z Calafate i pyszna kawka!( oj, dłuuugo ucztowaliśmy, był czas, były więc i chęci).
Pozostała nam godzina do spotkania z przewodnikiem, więc postanowiliśmy odwiedzić targowisko rybne. Po drodze natknęliśmy się jednak na duży sklep z rękodziełem – nie dało się przejść obok niego obojętnie – mamy jeszcze dużo życzeń – wełniane ubrania, miedziana biżuteria i wiele innych, które udało się spełnić po wejściu do tego sklepu. Skończyło się więc na tym, że do targowiska nie doszliśmy.
Punktualnie o 15:00 przyjechał po nas przewodnik i przez ponad półtorej godziny zwiedzaliśmy miasto. Zaczęliśmy od punktu widokowego, gdzie każdy z nas usilnie wypatrywał miejsca lokalizacji ziemi ognistej i Antarktydy. Później wzgórze krzyża, pełne zieleni, przypominające nieco zielone wzgórza San Francisco. Zwiedzanie cmentarza również było w naszym programie, ponieważ to tu znajdują się groby najważniejszych kreatorów stosunkowo młodego miasta ( powstało w 1848 roku). Symbolem miasta jest pomnik pasterza z brązu, któremu towarzyszy stado owiec. Miasto ma również swoją flagę, która widoczna jest na wielu budynkach (Punta Arenas uważa się za Państwo w Państwie, mimo że przynależy do Chile). Zwiedzanie zakończyliśmy na Głównym Placu, gdzie przyjrzeliśmy się najważniejszym budowlom. Na dworzec autobusowy dojechaliśmy 5 minut przed odjazdem – wystarczyło czasu w zupełności.
Punktualnie o 17:00 wyruszyliśmy komfortowym, lokalnym autobusem do Puerto Natales. Po 3 godzinach z dworca odebrał nas kolejny przewodnik i zawiózł do hotelu Charles Darwin. Od jutra zaczynamy przygodę w najpiękniejszym parku narodowym Torres del Paine, następnie w Parku Lodowców. Przed nami kolejne cuda dzikiej Patagonii!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: