Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Sri Lanka 1-15.12.2012

Sigirija

05-12-2012

Dzisiaj od rana przejażdżka na słoniach. Jedziemy na umówioną godzinę i rzeczywiście wszystko jak w zegarku. Mamy naszego poganiacza który całą trasę spaceruje ze specjalnym szpikulcem obok słonia i dodatkowo pana, który nas zabawia, nuci piosenki i robi zdjęcia oraz filmuje. Kiedy zaczyna delikatnie padać deszcz nasz opiekun jak spod ziemi wyczarowuje dla nas parasole. To tylko dla żartów zdjęcie z parasolem podczas przejażdżki na słoniu. Jest bardzo miło, choć panowie nie ustają w podkreślaniu swoich zasług to najpierw a potem i potrzeb finansowych. Rozstajemy się z uśmiechami po obu stronach.

Kolejny przystanek to Sigirija. Tu przed nami wyzwanie ponad 1000 stopni w górę na szczyt skały, gdzie niegdyś mieścił się Pałać Zimowy i Pałac Letni. Po drodze piękne pozostałości ogrodów, ruiny, baseny, łaźnie, zbiorniki na wodę. Nam o tyle trudniej, że mamy Baśkę, która drepcze po schodach tylko na początku a potem chce być niesiona. Oczywiście tak samo szybko jak Ona wpada na ten pomysł pojawiają się ochotnicy lokalni by Ją nieść ale dajemy sobie dzielnie radę. To znaczy Maciej daje, widoki piękne, miejsce bardzo urokliwe. I zasłużenie nazywane często jednym z kolejnych cudów świata. Tym samym mamy już trzecie i ostatnie miejsce na liście UNESCO w Sri Lance.
Przed nami jeszcze kilka innych świątyń, parki narodowe i plantacje herbaty. Ale już wiemy, że na pewno warto było odwiedzić ten kraj. I jest to idealne miejsce na połączenie zwiedzania i odpoczynku. A sprzyjają temu urokliwe miejsca noclegów, świetna obsługa, tropikalne owoce i genialna kuchnia.
Czekamy oczywiście na zwierzaki. Dzisiaj były słonie, to te udomowione. Ale widzieliśmy tez te dzikie. W drodze już pierwszego dnia pojawiły się znaki uwaga słonie. Oczywiście zawsze wtedy kiedy jest najciemniej i najniebezpieczniej Basi chce się siusiu. Tak było i tym razem. Kierowca przeciągnął nas i to sporo mówiąc, że tu są w nocy ścieżki dzikich słoni. Z przymrużeniem oka potraktowałam jego groźby i kiedy już chciałam skomentować jego przezorność jeden ze słoni przeciął nam drogę, drugi pojawił się 5 metrów za miejscem gdzie zatrzymaliśmy się na siusiu. Odtąd wierzę kierowcy bardziej.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: