Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Ameryka Środkowa 14.02-4.03.2013

Granica z Belize, Xutanunich

23-01-2013

Rano spotykamy się na śniadaniu, wymieniamy się wrażeniami zza okien i drzwi, świetliki, ptaki, aguti wszystko to było widziane tuż po wschodzie słońca. Śniadanie podobnie jak kolacja podawane jest powoli i dostojnie. Ale my mamy czas. Mamy nawet w planach obejrzenie końcówki naszego filmu, który nas bardzo mocno wciągnął, ale przekładamy to na inną okazję, bo nie mamy prądu. O 8:00 jest on znowu wyłączany.

Kierowca dzisiaj na czas, pewnie dlatego, że nie ma z nim naszego Carlosa, który mógłby i na pewno by namieszał. Zmierzamy do granicy z Belize. Idzie nam bardzo sprawnie, najpierw mili panowie pogranicznicy w Gwatemali, potem równie mili w Belize, wprawdzie musimy przenieść nasze walizki fizycznie przez granicę i pokazać je celnikom, ale nikt nie każe ich tu otwierać. Po drugiej stronie wita nas przewodnik, z którym przeprawiamy się promem do ruin Xutanunich, największych w Belize. Kolejna piramida i znowu tak samo gorąco jak wczoraj, nawet chyba jeszcze bardziej, bo dziś  jesteśmy jak na patelni i nie ma nawet koron drzew nad nami. Ale dzielnie oglądamy i zmierzamy do Belize City gdzie docieramy do portu by zaokrętować się na łódkę – wodną taksówkę i dopłynąć do naszego San Pedro, o którym śpiewała Madonna w piosence” La Isla Bonita”.
Fale wcale niemałe, łódką kołysze na wszystkie strony, mieliśmy zdążyć na 15:30, okazało się, że mimo 15:20 nadal nie wypłynęła łódź o 15:00, więc zabieramy się wraz z innymi pasażerami upchani jak sardynki wcześniejszym transportem. Jak na złość niewielu z nas chce płynąć do samego San Pedro, większość wysiada już na Caye Caulker i musimy zmienić łódź.
Protesty nie na wiele się zdają, i jesteśmy upchnięci do innej większej łodzi, która pęka w szwach. Na szczęście kolor wody jest zbawienny i godzimy się na wszystko. Na brzegu w tempie jak to w Belize: taksówki, odbiór bagażu i hotel na samej plaży. Zapowiada się miły dzień na leniuchowanie jutro. Wcześniej jednak kolacja, u Elvisa. Smaczne dania i miła pogawędka. Wakacje.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: