Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Iran 10-21.04.2013

Estera: Przejazd do Yazd

12-04-2013

ESTERA
Dzisiaj opuszczamy Shiraz, przy śniadaniu większy ruch, prócz nas pojawiają się Azjaci, kilku Niemców i Skandynawowie. Pilnujemy naszych walizek, bo jak się okazuje wszyscy ruszamy o tej samej porze i punktualnie odjeżdżamy spod hotelu. Zostały nam dwa punkty programu w Shiraz. Pierwszy z nich to Różowy Meczet. Mimo piątku bardzo tu cicho i spokojnie, wnętrza pięknie zdobione, mamy dla siebie wszystkie pomieszczenia, czaimy się na zdjęcia artystyczne z refleksami świetlnymi.  W grupie coraz więcej odwagi jeśli chodzi o stroje, chusty odsłaniają coraz więcej, stopy już relaksują się w japonkach… Przyzwyczajamy się do warunków.

Drugi przystanek to grobowiec poety. Ponownie duży ruch i wielkie zainteresowanie nami. Już przy wejściu pan zaczepia nas i jego papużka losuje nam dobre wróżby. Potem pozujemy do dziesiątek wspólnych zdjęć, panie wypychają panów, potem same dostawiają się do fotografowania, rodzice chcą uwiecznić z nami swoje dzieci. Kolorowo, wesoło i nadal atmosfera poetycka.
Nasza przewodniczka zabiera się w autobusie za tłumaczenie naszych wróżb, wszystkie dobre. To się nam podoba. Po kilkunastu kilometrach odwiedzamy grobowce władców wykute w skale. Robią na nas wrażenie, są potężne i pięknie zachowane. Stąd już blisko do Persepolis, ale zanim stare miasto czeka na nas lunch. Dzisiaj demokratycznie o menu decyduje Maciej. Sadowimy się na niskich ławach, wtapiamy w klimat kraju, przed nami fontanny. Na stole najpierw pojawia się chleb, ser i zioła. Pychota. Potem mamy oczywiście ryż, ale dzisiaj dwojaki, soczewicę z wołowiną, ziele z kurczakiem, jarzyny, sałatkę. Zajadamy się, jedzenie domowe. Pyszne, wnosimy nawet petycję, że tak możemy jadać codziennie. Po herbatce ruszamy do hotelu, który graniczy z ruinami. Szybko szykujemy się do wyjścia i już zwiedzamy. Jest gorąco, ale nie chcemy sobie wyobrażać jak jest tu latem. Dzisiaj ponieważ mamy piątek, a to w Iranie odpowiednik naszej niedzieli spory ruch. I znowu robią nam zdjęcia i oficjalnie, i z ukrycia.
Najpierw zwiedzanie wraz z przewodnikami, potem czas wolny dla nas. Nawet mamy chwilę na soczek w cieniu. Czekamy na zachód słońca i lepsze światło, ale może wschód będzie lepiej oświetlony.
Chwila na odpoczynek. Dobra kawka? Na szczęście mamy kawę z ekspresu. W lobby spotykamy się kolejno ze wszystkim, powoli schodzimy się do hotelu. Oczywiście każdy wchodzi do hotelu z nowymi opowieściami o zdjęciach, rozmowach z tubylcami, za Maćkiem krzyczano: Yesterday! Czyżby był wczorajszy? – w tym kraju to niemożliwe, może to podobieństwo do któregoś z muzyków, a może chciano się z Nim umówić na jutro a pomylono to z wczoraj?
Kolacja w hotelu, dziś jesteśmy jedyni. Hotel taki sobie, za to lokalizacja idealna. Jutro przed nami długi przejazd do Yazd.  


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: