Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Iran 10-21.04.2013

Przelot do Iranu, przygotowania

10-04-2013

ESTERA
o już dzisiaj ruszamy do Iranu. Grupa czekała długo, jeszcze w styczniu, kiedy program pojawił się na stronie ESTY na liście były tylko trzy osoby, które czekały na tę wyprawę od kilku lat. A tymczasem jest nas 15, sami znajomi z różnych tras Podróżnicy. Tym razem na czele ponownie Maciek, który jest pomysłodawcą naszego programu i specjalistą od Iranu. Ja nietypowo w roli turysty, oby znośnego. Różnice zauważalne już na wstępie, bagaż odchudzony o prawie 10 kg, zamiast wielkiej walizki, ważącej zwyczajowe 23 kg + zaledwie 12,9 kg. Nawet jeśli czegoś zabrakło to tym razem ujdzie na sucho. Zbiórka w Warszawie, jesteśmy w samą porę. Nie obędzie się bez przygód już na wstępie. Zawiesił się system odprawy i stoimy w kolejce czekając na kolejne ogłoszenia. Wreszcie po dobrych 30 minutach odprawa rusza. Prawie o czasie zasiadamy w maszynie i lot do Stambułu. Poznajemy się bliżej i na lotnisku w Stambule szybka kawa i chałwa i przesiadamy się na lot do Shirazu.
My panie szczególnie uważnie podglądamy wsiadające wraz z nami inne kobiety, pomimo tego, że w Iranie musimy przykrywać szczelnie ciała chcemy podpatrzeć jak bardzo. Ku naszemu zdziwieniu na pokład wchodzą panie bez chust, z gołymi stopami, niektóre mają nawet widoczne wcięcie w talii. Jak bardzo się to zmieni już za 4 godziny…
Kapitan oznajmia podejście do lądowania, na siedzeniach zajmowanych przez kobiety, w większości Iranki poruszenie, wyjmują z torebek chusty, sprytnym ruchem przykrywają włosy, niektóre pospiesznie zamieniają klapki na buty przykryte. My idąc za przykładem także otulamy nasze głowy chustami. Panuje moda bardzo wzorzysta, mamy przegląd kolorów i wzorów oraz upięć. Niektóre z nich okazują się bardziej praktyczne niż inne, zmieniamy, testujemy. Nasi panowie wydają się być bardzo ubawieni naszymi zabiegami, podtrzymują nas na duchu rozróżniając elementy afrykańskie (to w przypadku turbana), ludyczne (to w przypadku chusty we wzory poniekąd łowickie, zwane także meksykańskimi) po dzielne traktorzystki jak w końcu zostajemy okrzyknięte.
Odprawa paszportowa, policji moralnościowej brak, prześwietlenie bagaży i wreszcie opuszczamy lotnisko. Tu poznajemy naszą przewodniczkę Azar czyli Grudzień. Na zewnątrz miłe 12 stopni, pachną róże i jest ciemno. Miasto o 3 nad ranem jest całkiem puste, a my marzymy tylko o prysznicu i spaniu.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: