Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kanada i Alaska 29.05-15.06.2013

Kajaki i rejs pod czoło lodowca Columbia, powrót do Valdez

11-06-2013

Jako pierwsi ruszają dzisiaj Ania, Kris i Maciej, wybrali wyprawę na kajakach pod czoło lodowca Columbia. Zapowiada się na całodzienny pobyt na wodzie. Jak się potem okaże był to bardzo dobry pomysł, wrócili zachwyceni. Najpierw podczas rejsu zwykłą łódką widzieli sporo zwierzaków, potem był czas na kajaki morskie i pływanie między kawałkami lodu pochodzącymi z lodowca, a na sam koniec lunch i kolejne zwierzaki, nawet miś z bliska. Zdjęcia przecudne, wrażeń moc. Atrakcja godna rozważenia dla wszystkich. My w tym czasie wybraliśmy rejs pod ten sam lodowiec, najpierw przeraził nas czas jego trwania, 7 godzin wydawało się nam nie do zniesienia. A tu ku naszemu zaskoczeniu czas mija nie wiadomo kiedy. Kapitan dwoi się i troi by pokazać nam jak najwięcej, mamy farta, po drodze pokazują się foki, humbaki, orki, ptaki, orły. Do tego pogoda bardzo piękna, świeci słońce, a na pokładzie górnym miła bryza. Siedzimy trochę na zewnątrz, potem wychodzimy na taras otwarty, szalejmy fotograficznie. Kapitan zna te zatoczki i fiordy jak własną kieszeń, objeżdża bardzo precyzyjnie każdy kąt, pokazuje nam kolejne zwierzaki. Mamy krótką przerwę na jedzenie, potem punkt kulminacyjny czyli zbliżamy się do lodowca Columbia, to tutejsza największa atrakcja.  Dzisiejsza pogoda zapewnia nam cudne widoki, wielkie bryły lodu pływają tuż obok nas, mienią się błękitem, jeden chłopak z obsługi przynosi nam kawał szklistego lodu. Słychać wyraźnie jak kry ocierają się o siebie, słychać stukot. Szkoda, że nie możemy podpłynąć pod sam lodowiec, ale morena jest zbyt płytka i nic ani nikt nie może wpłynąć dalej. Dryfujemy sobie pośród lodu robiąc zdjęcia na prawo i na lewo. A czas mija, w drodze do portu po raz kolejny napotykamy na wieloryby. Jeszcze raz sesja zdjęciowa, teraz już wiemy jak pokazują się nam te zwierzaki, najpierw wyłania się ponad powierzchnię wody ich płetwa, potem kawał grzbietu i na sam koniec najbardziej widowiskowy ogon.

Wracamy bardzo zadowoleni do Valdez, nasi kajakarze witają nas w porcie. Czas na wspólną kolację, jemy gdzie indziej. Znowu dominują ryby na stole. W drodze do lodży robimy zakupy, tankujemy samochody i jedziemy na kolację numer  2. B. zażyczyła sobie kiełbaski z ogniska, Wacek rozpala dzielnie na palenisku ogień i już za chwilę skwierczą nad ogniem kiełbaski. Jaką mamy satysfakcję bo w tutejszym sklepie znaleźliśmy trzy różne rodzaje kiełbasy opatrzonej dumnym napisem: kiełbasa polska. Pachnie polskim jedzeniem, mizeria, pomidorki ze szczypiorkiem. Mimo tego iż każdy deklarował, że jest najedzony teraz wspólnie siedzimy przy stole i zajadamy się grillowaną kiełbachą. Wacek jest królem grilla.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: