Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wietnam i Laos 8.11-2.12.2013

Ho Chi Minh, Laos

26-11-2013

O 7:00 przeszliśmy wspólnie na śniadanie do restauracji obok. Ostatnie spojrzenie na Mekong oraz pływający targ podczas rejsu powrotnego i ponownie witaliśmy się z naszym przewodnikiem z Sajgonu - Longiem. Odbyliśmy długą drogę powrotną do Sajgonu z przerwą na pyszną kawę i świeżo wyciskane soki. Tam Krzysztof w romantycznym geście wobec Eli wyławiał okulary przeciwsłoneczne, które przypadkiem spadły do jednej z sadzawek. Udało się.
Ok. 12:00 dojechaliśmy na ostatni, wspólny lunch w Sajgonie. Jak zwykle wszystko było wyśmienite i bardzo obfite. Następnie transfer na lotnisko, gdzie już przed wejściem do hali odlotów musieliśmy wszystkich wyściskać i się pożegnać. Gdy weszliśmy do środka, doszliśmy do stanowisk, gdzie odbywała się odprawa, załatwiłam Ani wózek wraz z obsługą z samolotu, by mogła komfortowo się odprawić i nie była zmuszana do chodzenia. Dostała też specjalne miejsce w samolocie, gdzie była pod specjalną opieką stewardess. Tak więc gdy my staliśmy w długiej kolejce do odprawy bagażu podręcznego, Ania już spokojnie czekała pod właściwą bramką odlotu, czytając książkę.
Lot do Laosu przebiegł sprawnie, choć ciekawostką było opuszczanie przez nas samolotu podczas międzylądowania w Kambodży. Mieli wysiąść wszyscy poza Anią, której wychodzenie i ponowne wchodzenie sprawiło by większą trudność. My się śmialiśmy z całej sytuacji, Kasia się cieszyła, że nie była jeszcze w Kambodży, a tu przypadkiem ma krótkie odwiedziny. Po ok. 40 minutach wróciliśmy na ten sam pokład samolotu i dolecieliśmy bezproblemowo do Vientian.

Celnicy przywitali nas szczerym uśmiechem i zagadywali pytając, czy jesteśmy rodziną. My w podobnie dobrym humorze odpowiedzieliśmy, że prawie jak rodzina. Ania była odprawiana osobno przez obsługę pokładową, co zajęło jej 3 razy mniej czasu niż nam. Poczekała jednak na nas i wspólnie przeszliśmy do odbioru bagaży i jako ostatni wychodziliśmy do hali przylotów.
Naszego nowego przewodnika, Nikoma, powitała jako pierwsza Ania, następnie my z jej i swoimi bagażami. Wymieniliśmy pieniądze i przeszliśmy do czekającego na nas komfortowego busa. Nikom myślał, że Ania podróżowała na wózku inwalidzkim podczas całej wyprawy i chciał go schować do busa. Wytłumaczyliśmy mu jednak, że to pożyczony z lotniska. Po 20 minutach byliśmy już na miejscu. Pożegnaliśmy się z przewodnikiem, zakwaterowaliśmy się w pokojach i część z nas udała się na basen. Reszta miała krótką sjestę. Wieczorem spotkaliśmy się na krótką integrację, wysyłając przy okazji pozdrowienia do reszty grupy, przebywającej jeszcze w Sajgonie. Kolejny długi dzień dobiegł końca.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: