Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wietnam i Laos 8.11-2.12.2013

Wodospady Cao Bang, jaskinia Nguom Ngao

15-11-2013

Dzisiejsze sniadanie jak w domu: Bagietka francuska, 2 jajka sadzone, maslo i serek topiony.Gdyby nie charakterystyczna dla Wietnamu mocna swiezo parzona przez tygielek kawa i herbata zielona, moglibysmy pomyslec ze przenieslismy sie do Francji.

Pelni energii ruszylismy w trase. Dzis tylko 80 km do wodospadow, ktore zrobily na wszystkich ogromne wrazenie. Czwarte co do wielkosci po Niagarze, Iguazu i Wiktorii wodospady polozone na granicy dwoch panstw: Wietnamu i Chin rozswietlilo przebijajace sie przez chmury slonce,dzieki czemu widok byl oszalamiajacy. Zdecydowalismy sie na podplyniecie tratwa pod sam wodospad,gdzie mgielka wodna zmoczyla nas calych,ale bylo warto. Pozniej jeszcze sesja zdjeciowa przy kilku spadach.Marysia wyciagnela z plecaka czapeczke Mikolaja,dzieki czemu uatrakcyjnila nam 15 minutowa sesje z gadzetem. Efekty juz w krotce na stronie ESTY:)

Podjechalismy busem do miejsca skad rozpoczyna sie treking do jaskin. Do pokonania mielismy spora ilosc wysokich na 40 cm schodow,ale tu znow widoki rekompensowaly wysilek. Szlismy dolina u stup pieknych ostancow, podziwiajac cytrynowe motyle, przygladajac sie uprawie slodkich ziemniakow i nasluchujac spiewajacych niczym nasz slowik ptakow.

Jaskinia Nguom Ngao nazywana jest jaskinia tygrysia, gdyz to wlasnie tu mial zyc niegdys tygrys, ktory atakowal okolicznych mieszkancow. Trasa przez jaskinie ma laczna dlugosc 2,1km,my jednak szlismy ta glowna trasa turystyczna pokonujac itak ambitne 1,2km.Formacje stworzone zestalaktytow,stalagmitowi stalagnatow z groty na grote byly coraz piekniejsze. Zaczelismy podziwiajac formacje w ksztalcie zab, wielbladow czy sloni,konczylismy natomiast przygladajac sie zlotemu i srebrnemu wodospadowi.Czasami trzeba bylo mocno schylic glowe,gdyz przejscia bywaly waskie i uwazac pod nogi by sie nie poslizgnac, jednak wszyscy swietnie sobie poradzili i wyszlismy oczarowani z powrotem na zewnatrz.

Lunch jedlismy w jednym z budynkowprzy parkinguw formie piknikowej. Bardzo nam sie to podobalo, gdyz znow dostalismy pyszne bolki, pomidora,ogorka,pasztet,ryby, ser topiony i swiezo zrywane z drzew pomarancze i banany. Plec zenska wspolnie przygotowywala strawe. Mezczyni natomiast robili reportaz zdjeciowy. 

Po lunchu ruszylismy  w droge powrotna do Cao Bai.Na trasie zatrzymalismy sie by odwiedzic wioske kowali. Ela z Krzysztofem zastanawiali sie nawet chwile nad zakupem swiezo zrobionego tasaka, jednak docelowo zrezygnowali Kolejny przystanek zrobilismy w wiosce tajow, gdzie odwiedzilismy jedna z rodzin, dajac dzieciom male upominki. Wlasciciel domu przywital kazdego  z osobna cieszac sie na nasze przybycie i zaprosil do srodka.W bambusowym domku na palach skromnie: na drugim poziomie jedna komnata podzielona na 4 czesci: pokoj goscinny,czesc jadalna,czesc kuchenna i czesc sypialna,gdzie jeszcze przed chwila wlasciciel odsypial wczorajsze picie z kolegami bedac jeszcze lekko pijany, Na pierwszym poziomie obora dla bawolow,kur i swin. Porozmawialismy chwile z rodzina, wreczylismy podarunek w podziekowaniui ruszylismy w droge powrotna do naszego hotelu w Cao Bai.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: