Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Uganda 26.05.2014 - 08.06.2014

Rejs po jeziorze, wizyta w szkole, przejazd do Parku Marodowego Bwindi

29-05-2014

Dopiero dzisiaj w pełni możemy podziwiać piękny widok na całe jezioro. Słońce właśnie wstało, na gałęziach pobliskiego drzewa odkryłyśmy dwa żurawie koroniaste. To narodowe ptaki Ugandy. Jezioro tworzy nieregularny kształt, do śniadania zasiadamy w środku. Właściciel Belg kręci się już po sali doglądając gości. Zaczynamy od safari wodnego po jeziorze. O 9 nie ma zbyt wielu ptaków, za to mgła znad wody podniosła się i jest wspaniały widok. Wśród najczęstszych mieszkańców jeziora spotykamy zimorodki, żurawie, te na pobliskich polach zawsze w parach, raz nawet z młodym i kormorany. Z oddali rozpoznajemy także sylwetki ibisów i czapli. Podpływamy pod mokradła i bagno zarośnięte papirusami. Są niebywale dorodne, bardzo wysokie i pięknie zielone. Robimy sobie sesję zdjęciową i płyniemy dalej. Chcemy zobaczyć wioskę Pigmejów. Wprawdzie przeniesieni ze swojego oryginalnego miejsca, z głębi lasu, ale tutaj znaleźli swój nowy dom. Dzięki temu, że nie mieszkają tuż nad brzegiem jeziora nie dociera tutaj zbyt wielu turystów. Najpierw odwiedzamy szkołę, dzieciaki akurat mają przerwę i bawią się na boisku. Schodzi do nas pan nauczyciel, który oprócz tego, że wielokrotnie podkreśla iż szkoła zależna jest od datków od turystów proponuje występy i popisy dzieciaków. I rzeczywiście siadamy na wskazanej ławeczce i zaczyna się pokaz. Maluchy śpiewają, klaszczą w dłonie, zaczynają także tańczyć, aż kurzy się wokół. Tumany kurzy wzbijają się w powietrzu.

My zadowoleni robimy zdjęcia i nagradzamy maluchy brawami, a potem także wspomagamy szkołę. Wchodzimy także do jednej z klas, akurat wypadło na średniaki, które ze swoją dynamiczną panią nauczycielką odśpiewują jedną piosenkę. Czas na wioskę, która prócz 10 domków nie liczy nic więcej. Ludzie siedzą przed domkami, niektórzy w domkach nucą piosenki. Zupełne maluszki na plecach u mam śpią, jest prawie południe i mimo wysokości jest dość ciepło. Trochę nas przeraża ta bezczynność w obliczu biedy, w której żyją. Tym bardziej, że wzgórza aż proszą się o uprawę przeróżnych roślin, warzyw i owoców. W jeziorze żyją raki, i małe rybki. Byle im by się chciało.
Ponieważ dwójka z naszej grupy nie podjęła się wejścia na samą górę, a nie chcemy by ominęło ich widowisko śpiewów i tańców zapraszamy wioskę ze sobą na dół. Ku naszej uciesze wszyscy z wyrozumiałością przystają na nasze prośby i idą na dół by potańczyć i pośpiewać. Nawet najmniejsi przytupują w rytm muzyki. Robimy zdjęcia, tańczymy razem z nimi i odpływamy. Musimy zwolnić nasze pokoje, wystawić bagaże i czas na przejazd do Nieprzeniknionego Parku Narodowego Bwindi. A tu czeka na nas największa atrakcja Ugandy czyli goryle wysokogórskie.
Ale to dopiero jutro. Póki co mijamy bramę wjazdową i naszym oczom ukazuje się zielona ściana lasu, ale jak bardzo różnego od tego co widzieliśmy do tej pory. Mnóstwo bardzo pierwotnych roślin i drzew. Wysokie ściany po jednej i drugiej stronie schodzące ostro w dół. To rozbudza nasze nadzieje i smaczek na jutrzejsze poszukiwanie tutaj goryli. Po drodze odkrywamy w koronach drzew gerezy. Robimy im zdjęcia i docieramy do lodży na tyle wcześnie by nasycić oczy widokiem na cały park z balkonów naszych domków.
Przy kolacji odprawa na jutro a panowie rozpalają nam kominki w domkach. Jest bardzo przytulnie i ciepło, to ważne bo nocujemy na 2300 metrów i noce są tu dość chłodne.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: