Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Namibia 3-19.11.2014

Pustynia Namib

07-11-2014

Pobudka o 4:30 by zdążyć na wschód słońca w Sossusvlei. Wsiadamy do naszych pojazdów. W drodze do wydm dosypiamy.
O 6:00 zaczynamy żwawą wspinaczkę na wydmę nr 45 tak, by nie przegapić upragnionego wschodu słońca.Z każdym krokiem kolor otaczających nas wydm zmienia się w coraz intensywniejszy czerwony. Gdy tylko słońce wzbija się nad piramidy piasku, czujemy pierwszą falę pustynnego ciepłego pustynnego powietrza. Sesjom fotograficznym nie ma końca. Wybraliśmy różne taktyki powrotu: Zbieganie, zjeżdżanie, skakanie i schodzenie z wydm. Na dole czekał już na nas zastawiony przez przewodników stół ze śniadaniem i gorącą kawą. Wokół leżaczki z widokiem na bezkres pustyni Namib. 

Zjedzone w magicznym miejscu śniadanie wzmocniło nas przed kolejnym spacerem. Tym razem udaliśmy się do martwej doliny, gdzie znajdowało się kiedyś jezioro solne. Teraz białą od wyschniętego jeziora solnego przestrzeń pokrywają kikuty wyschniętych z powodu braku wody drzew akacjowych, stwarzając tym samym iście księżycowy krajobraz. Nie wytrwaliśmy tam zbyt długo, gdyż ponad czterdziestostopniowy skwar dawał się wszystkim we znaki i wycisnął z nas ostatnie poty.Drogę powrotną przez pustynne piaski uatrakcyjniały spotykane co jakiś czas oryksy, springboki, strusie. Podziwialiśmy też kształty i poznawaliśmy nazwy innych otaczających nas wydm. 

Przerwa na lunch w Solitaire i ruszyliśmy w dalszą drogę. Dziś naszym celem było miasto nad Oceanem Atlantyckim: Walvis Bay. Zanim jednak tam dotarliśmy zatrzymaliśmy się w symbolicznym miejscu: na zwrotniku koziorożca. Idealne miejsce na upamiętnienie naszej dzisiejszej trudnej wspinaczki na wydmę nr 45: szampan. 

Otaczające nas krajobrazy zmieniały się wraz z bliskością wybrzeża. Najpierw górzyste, skaliste tereny pełne wąwozów, przełęczy i kanionów, gdzie co parę lat w porze deszczowej płynie rzeka. Następnie wysuszone, płaskie przestrzenie,  pełne porostów. Wśród zwierzyny wciąż różne gatunki antylop oraz rodzinka strusi. W oddali pojawiły się również zebry.

Dojechaliśmy do Walvis Bay stosunkowo późno, co po tak wczesnej pobudce wszystkim dało się we znaki. Udaliśmy się na pyszną kolację do restauracji na palach tuż nad zatoką, gdzie po raz pierwszy próbowaliśmy obiecanych, świeżo wyławianych owoców morza i ryb. Dania obfite i pyszne. Do tego dobre afrykańskie wino i podsumowanie dnia.

Ok 22:00 rozeszliśmy się do swoich pokoi.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: