Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Sri Lanka Sylwester 29.12.2014-11.01.2015

Nowy Rok 2015

01-01-2015

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Mimo tego, że już 9 i słońce dawno już wstało widać po pustkach w hotelu, że ta noc była wyjątkowo krótka. My jednak zdyscyplinowani spotykamy się punktualnie na śniadaniu. Nogi nam jeszcze tańczą, przed oczami mamy kolory smakołyków, które zdobiły dopiero co tekę w restauracji. Teraz mocna kawa, owoce i opuszczamy nasz hotel. Przed nami droga na południe wzdłuż wybrzeża, najpierw jednak niespodzianka ze strony naszego kierowcy.

W naszym busiku kolorowy baner z napisem Happy New Year a pomiędzy siedzeniami kolorowe baloniki. Miłe to, cieszymy się jak dzieci i niczym tabor cygański ruszamy w drogę.

Pierwszy przystanek to miejsce, gdzie wystawiono pomnik upamiętniające smutne wydarzenia z 20114 roku, tutejsze tsunami i wiele ofiar pośród miejscowej ludności. Potem już jednak jest weselej ponieważ odwiedzamy mały ale przemiły ośrodek opieki nad żółwiami, szef junior oprowadza nas po swoich rodzinnych dobrach opowiadając o żółwiach morskich zamieszkujących wybrzeża Sri Lanki i pokazuje nam maluchy, które dopiero co wykluły się z przeniesionych tutaj z plaży jaj żółwic. Poznajemy tajniki wylęgu i możemy wziąć na ręce trzydniowe maluszki. Potem oglądamy żółwie kalekie i ranne, które w oceanie nie miałyby żadnych szans na przeżycie, a tu mają się całkiem dobrze.

Wreszcie sesja z Moniką, dużą żółwicą i zakupy w lokalnym bardzo żółwiowym sklepiku.

Czas na kolejny etap drogi, krótka przerwa w batiku, tu mini zakupy i orzechy królewskie kokosowe do picia. Pożywne, orzeźwiające i może choć trochę za ciepłe całkiem smaczne, inne, bardziej wytrawne niż zwykłe orzechy kokosowe.

Docieramy do Galle około 13:00, słońce grzeje niemiłosiernie. Mimo wszystko decydujemy się na spacer po mieście, po drodze kościoły holenderski i angielski, potem stare muzeum, plac, latarnia morska, stary fort, wieża zegarowa, wreszcie zasłużona kawa w jednym z tutejszych kolonialnych hoteli i czas na zakwaterowanie w naszym hotelu. Pokoje gotowe, widok nieziemski, bardzo się nam tutaj podoba. Wprawdzie zamówiony przez nas mały lunch potrzebuje prawie dwóch godzin by wyszedł z kuchni i został zjedzony, ale kto by się denerwował takimi drobiazgami na urlopie.

O 18:30 umawiamy się na wycieczkę tuk tukami po miasteczku. Nasi panowie kierowcy, a mamy aż trzy maszyny przejęci swoją rolą wiozą nas i na targ owocowy i na rybny, a jeden nawet na warzywny. W ten sposób nasze drogi się trochę rozjeżdżają ale szczęśliwie tylko na kilka minut. Fort o tej porze i dnia i roku jest bardzo atrakcyjnie podświetlony, kolorowe lampki rozwieszone nad głównymi drogami, inne zdobią nawet meczet. Wracamy do hotelu na kolację. Zgłodnieliśmy, na szczęście podawanie posiłków teraz odbywa się dużo sprawniej.

Kończymy kolejny bardzo miły dzień.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: