Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Uganda 2-17.11.2015

Na rejsie

09-11-2015

Budzimy się kiedy jest jeszcze ciemno. Dzisiaj przed nami poranne safari w Parku Królowej Elżbiety. Wczorajszy krajobraz tutejszej sawanny bardzo się nam spodobał i zrobił apetyt na jeszcze więcej dzisiaj. Zatem najpierw śniadanie i ruszamy. Jedziemy jak zwykle jedno auto za drugim, otworzone i podniesione dachy. Zaraz za bramą do naszej lodży spotykamy o dziwo całkiem odkrytego hipopotama, który jakby spóźnił się z powrotem do wody i teraz zamiast pływać spaceruje sobie jeszcze zajadając wysoką trawę. Kawałek dalej stado słoni, i mniejsze i większe, podziwiamy odprowadzając je wzrokiem za krzaki, gdzie przestają być dla nas widzialne.

Docieramy do bramy wjazdowej parku, skąd przemiła Mama Africa wraca nas kawał drogi, bo grupa przed nami widziała tam na drzewie lamparta. Wiadomości o lamparcie nie bagatelizuje tu żaden kierowca, więc nasi też nie i wracamy szukając dwóch drzew obok siebie z gniazdami młotogłowów.

Drzewa znajdujemy, wielkie gniazda też, ale po lamparcie ani śladu. Trudno, wracamy do bramy i dalej do parku. Tu łowy lepsze, bo zaraz okazuje się, że z daleka na górce widać już kilka pojazdów, które wyraźnie się czemuś przypatrują. Dojeżdżamy i my a tam w krzakach cała rodzinka objedzonych i leniuchujących lwów. Dołączymy do gapiów, lwy sobie z nas nic nie robią i dalej leżą.

Po drodze znajdujemy jeszcze sporo kobów ugandyjskich, guźców, hipopotamów, znowu tak niezwykle na lądzie. Udaje się nam być świadkami zakopania się jednego z aut, a że akurat jadą w nim albo precyzyjniej mówiąc na nim Czesi i że mamy mocny sprzęt oraz pomocnych kierowców, to my wyciągamy ich z wielkich kłopotów.

Zatrzymujemy się nad jednym z jeziorek na kawę, pan dwoi się i troi by zmieścić nas w swojej eleganckiej kawiarni na sawannie pod prawie gołym niebem, bo jak nazwać podarty na strzępy daszek, przez który więcej słońca lub jak dzisiaj deszczu wlatuje niż ochrania siedzących pod nim. Jednak na bezrybiu i rak ryba, zatem kawa w takich warunkach jest bardzo smaczna. Obok sporo pamiątek więc łączymy przyjemne z pożytecznym i wybieramy się na małe i duże zakupy.

W hotelu tylko lunch i mała przerwa a potem rejs. Obstawiliśmy rejs o zachodzie słońca i to była bardzo dobra decyzja, bo mimo czarnych prognoz pogodowych i spodziewanego deszczu jest piękne niebieskie niebo i bardzo dużo zwierząt. Bardzo się nam podoba, nasza łódź z pięterkiem, gdzie zajmujemy miejsca manewruje na tyle wprawnie, że możemy do woli nasycić oczy widokiem na liczne hipopotamy, krokodyle, bawoły, ptactwo wodne. Towarzyszy nam para orłów i niezliczona ilość zimorodków oraz innego ptactwa wodnego.

Na sam zachód słońca spotykamy się całkiem spontanicznie na tarasie naszego hotelu i sącząc dobre trunki podsumowujemy dzień.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: