Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kuba 27.04-07.05.2017

Nauka salsy w Trinidadzie

02-05-2017

A dzisiaj cały dzień na zwiedzanie Trynidadu. Leniwe śniadanie na tarasie naszych domów, właściwie na dachu. Panie przygotowały smaczne owoce, omlet, jest ser, szynka, pieczywo, wszystko czego nam potrzeba na start dnia. Potem ruszamy pieszo na spacer do miasteczka. Najpiękniej prezentuje się ponad dachami kolorowych domków.

Oglądamy stare piękne pałace baronów cukrowych, wspinamy się na wąską wieżę by stąd podziwiać widok na całą okolicę.

Wygląda imponująco, tym bardziej, że niebo się wybarwia jakby miało zanosić się na deszcz i to porządny.

Po muzeum czas na małe sklepiki, galerie, stragany na ulicach, idealne miejsce na zakupy, obrusy, narzuty, rum, magnesy na lodówkę. Wszystko czego możemy sobie życzyć. Poza mojito znanym w Hawanie, w Trynidadzie mają swój własny koktajl na bazie rumu, limonki i cukru już bez mięty. Przystajemy i degustujemy, oczywiście nie obędzie się bez muzyki a tym razem i tańców.

Obiad w małej bardzo sympatycznej restauracyjce przy bocznej uliczce od placu głównego. Wspaniałe langusty i bardzo smaczne dania mięsne oraz ryba. Orkiestra przyjemnie nam przygrywa do obiadu, aż tu nagle nasz kolega przejmuje dowodzenie, łapie się za gitarę i cała sala śpiewa i tańczy z nami.

Muzycy maja naprawdę kawał radości z nami i muzykującym kolegą.

Pogoda jakby wiedziała, że ma się zmienić akurat teraz kiedy my pod dachem kończymy jedzenie. Zaczyna padać, ale jak, właściwie to lać strumieniami.

Za chwilę uliczki Trynidadu spływają deszczem, wszędzie wszystko płynie i paruje. Deszcz jak nagle spadł tak szybko przestał padać i znowu jest pięknie. Ależ duszno.

Trochę nas to przeraża bo przed nami lekcja salsy. Na szczęście na placu na otwartym powietrzu, to dobrze, bo będzie przewiewnie. Dwaj panowie instruktorzy już na nas czekają, jak wojskowi póki co mało się uśmiechają, zapowiedzieli, że nauczą nas 4 kroków i zabierają się do pracy. Cóż bądźmy szczerzy nie wszystkim nam ta lekcja salsy się szczególnie uśmiechała. Nasi panowie nie dzielili naszego zapału do opanowywania kolejnych kroków w upale ale jak się okazało już po pierwszych minutach wciągnęliśmy się wszyscy. I choć nasz pan instruktor od czasu do czasu nie potrafił ukryć radości i niestety powstrzymać się od kręcenia z politowaniem głową nad nami to nie poddajemy się i dzielnie walczymy licząc pod nosem: 1,2,3, przerwa, 5,6,7 przerwa. Mamy opanowany krok numer 1, potem krok numer 2, dla panów bez zmian, gorzej z nami bo mamy dość skomplikowany obrót, ale ćwiczymy i całkiem szybko opanowujemy i ten krok. Teraz krok numer 3, wcale nie jest zbyt trudny. Czas lekcji minął, ale nasze apetyty ani trochę, podsyceni mojito chcemy jeszcze i jeszcze. Mamy ambicje by opanować i krok numer 4 zatem pan instruktor nie daje się długo prosić i uczy nas kroku 4 tym samym dopełniamy całości i stajemy się królami salsy.

Po raz kolejny potwierdza się twierdzenie, że nie taki diabeł straszny. Lekcja bardzo udana, krok opanowany teraz tylko musimy poćwiczyć by go nie zapomnieć.

Czas na małą przerwę w pokojach i na trasie, a potem by nie marnować czasu wyciągam grupę na pobliską plażę. Jest cudnie, ciepło, woda aż nieprzyzwoicie ciepła, wspaniały piasek, leżaki, parasole, wakacje pełną gębą. Mamy ze sobą muzykę, bawimy się bardzo dobrze.

W Trynidadzie po powrocie tylko szybka kąpiel i ruszamy do miasta na kolację a potem na salsę, lekcja zobowiązuje trzeba poćwiczyć i utrwalić kroki i rzeczywiście zdobywamy przebojem parkiet.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: