Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Węgry 23-30.08.2017

Fontanny w Budapeszcie - nasz ratunek

29-08-2017

Całodzienne zwiedzanie Budapesztu zaczynamy od smacznego i długiego śniadania. Potem korzystając z naszego biletu idziemy nad Dunaj, by tam skorzystać z przejażdżki łodzią. Wybieramy opcję z przystankiem na Wyspie Św. Małgorzaty.

Na nasze szczęście pogoda jest piękna, półgodzinna przejażdżka choć z widokami na prawy i lewy brzeg Dunaju szybko się nudzi naszym dzieciakom i wyspa ratuje sytuację.

Po pierwsze dlatego, że zaraz po zejściu na ląd wchodzimy na fontanny. A te nie tylko leją wodę wysoko, nisko, kręcą piruety, zanikają i potem nagle znowu leją wodę, ale i za chwilę będą tańczyć w rytm muzyki.

A do tego jeszcze aktualnych hitów, co jest na pewno przewagą nad klasyką oglądaną w Pradze czy w Barcelonie.

Poza tym co zawsze zostanie dobrze przyjęte to wielki plac zabaw z bardzo wymyślnymi urządzeniami. Nawet po raz pierwszy w życiu widzimy specjalną huśtawkę przystosowaną dla osób niepełnosprawnych na wózkach.

Trzeci mocny punkt na wyspie to oczywiście lody, na wyciągnięcie ręki bardzo blisko  wody.

A ponieważ mamy jeszcze chwilę czasu do obiadu to Maciej ciągnie nas do rowerów, które połączone z przyczepką mogą uciągnąć cała naszą rodzinkę. My rozleniwieni wiemy dokąd patrzeć by zobaczyć meleksy.

I taki jeden zielony porywamy na pół godziny. Prowadzenie takiego meleksa, to żadna wielka sztuka, chyba że ma się 7 lat. Basia ma wielką frajdę ponieważ to jej pierwsze metry przejechane samodzielnie. Choć przy okazji wydała Dziadka Jojo, który podobno już Jej dawał kierować na Mazurach… Ciekawe!?

To my zestresowani a Basia przeszczęśliwa jeździmy sobie odkrywając coraz to nowe alejki, ukwiecone i naprawdę zadbane. Czas jednak nagli i wracamy na parking.

Nie mamy ochoty czekać na łódkę, która zawita do portu ponownie za kilka minut, po prostu ruszamy pieszo przez most łączący wyspę z lądem a potem do autobusu by podjechać na miejsce, które znamy i gdzie dobrze karmią.

Dzisiaj langosze i zupa gulaszowa. Jest węgiersko i pysznie.

Teraz brak opisu, bo chora leżę pod kołdrą i kicham. Jednak wczorajsza przejażdżka autobusem bez dachu apotem klimatyzacja zrobiły co swoje. Na szczęście szybko zażyte leki działają na tyle skutecznie, że jeszcze dołączam wieczorem do dzieciaków i  Maćka, którzy nieopodal robią zakupy i spacerują. Akurat na ostatnią wspólną kolację w Budapeszcie. Jutro wracamy.

Czy mamy ochotę tutaj wrócić i czy podobali się nam Węgrzy i Węgry po podsumowanie wyjazdu zapraszam na bloga. Oddychajswiatem.pl


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: